Filip Springer: Lód w Oslo

– Nawet cumować można przy niej kiedy się chce – mówił mi przed wyjazdem znajomy, który jak jeden z wielu tysięcy Polaków postanowił szukać szczęścia między fjordami. Razem z bratem kupili wielką szalupę ratunkową z platformy wiertniczej, ze względu na kształt nazwali ją „Czopek” i pływają czasem tu i tam. Raz zacumowali przy Operze.
– Wszedłem na sam dach i nadal szukałem tej ikony miasta – wspomina.

Bo tak to właśnie z tym budynkiem jest. Wynurza się z wody dostojnie jak olbrzymi kawał białego lodu, ale przecież w Norwegii to nic nadzwyczajnego. Lodu mają tu pod dostatkiem. Wszystko jest tu białe i w pochmurne dni budynek po prostu zlewa się z niebem, staje się niemalże niewidzialny. Nawet wielkie płaszczyzny okien odbijają po prostu krajobraz i zlewają się z nim.

Operę wybrał na miejsce spotkania Henning, norweski architekt, który swoje pierwsze zawodowe szlify zdobywał w Polsce. Przyjeżdża na spotkanie na rowerze i w garniturze.

– Prawdziwie demokratyczna architektura – uśmiecha się , a ja nie wiem czy żartuje, czy mówi serio. Chwilę później przekonuję się, że jednak to drugie. Opera to właściwie wielki biały plac, tyle że nachylony pod pewnym kątem do powierzchni wody. Prawie w ogóle nie ma elewacji, a jedynie białe płaszczyzny, po których można wspinać się na sam szczyt. Po drodze tam mijamy wylegujące się w sierpniowym słońcu turystki z Hiszpanii, dalej jakiś koleś ćwiczy na bosaka triki z piłką nożną, a za załomem muru odsypiają nocną trasę dwaj backpackerzy. W oddali majaczy perspektywa fjordu, po którym dostojnie przesuwają się wycieczkowce pełne niemieckich i amerykańskich emerytów.

– Chodziło przede wszystkim o miejsce, a nie o budynek – tłumaczy Henning, którego biuro też brało udział w konkursie na Operę, ale przegrało z architektami z pracowni Snohetta.

To, że nie wzięli sobie do tego żadnej architektonicznej gwiazdy jest chyba najbardziej zdumiewające. Niejeden Gehry, Foster czy Libeskind połasiłby się na taką lokalizację, a przede wszystkim na norweski budżet, który Henning przez grzeczność nazywa dużym, a który z dużą dozą pewności można nazwać po prostu nieograniczonym. Opera została otwarta w 2007 roku i od tego czasu przyciąga. Jest spektakularna, ale w prawdziwie nordyckim, powściągliwym stylu. Może zresztą tak musiało być, może musieli wziąć do tego kogoś stąd bo nikt inny by tego nie zrozumiał. Postawiłby tu drugie Bilbao, a oni mieliby problem i mijaliby to z daleka. Przychodziliby tylko wieczorem posłuchać muzyki i szybko przechodzili kładką nie odwracając się za siebie. Tak się jednak nie stało i mają tak jak chcieli. Wielki kawał lodu, na którym mogą się spotkać i pomilczeć patrząc na morze.