Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Aga Zaryan
30 sierpnia 2011 in Wywiad by Daniel Wyszogrodzki

Aga Zaryan – Nie podeszłam do Miłosza

Wybitna polska wokalistka jazzowa nagrała płytę niezwykłą – „A Book of Luminous Things” to album z wierszami Czesława Miłosza i jego ulubionych poetek. Aga Zaryan odkryła dzięki niemu noblistę na nowo. Właśnie przygotowuje Polskojęzyczną wersję płyty.

– Na ile dzięki pracy nad nową płytą zbliżyłaś się do samego Czesława Miłosza? Do jego życia osobistego?

– Poznałam jego przyjaciół, miałam też kontakt z Antonim Miłoszem, jego synem, który mieszka w Stanach. Raz w życiu spotkałam samego Miłosza. Kiedy byłam w liceum, poszłam na odczyt jego wierszy na Miodową. Były tam setki uczniów, nie podeszłam do niego. Pamiętam to spotkanie jak przez mgłę, lecz utkwił mi w pamięci charakterystyczny sposób, w jaki czytał swoje wiersze. Przygoda z tym albumem była odkrywaniem Miłosza na nowo.

– Otoczyłaś też Miłosza wianuszkiem trzech poetek, posplatałaś ich wiersze…

– Wokół Miłosza krążyłam od lat. Szłam jego tropem od 2007 roku, od płyty „Umiera piękno”. Autorką tytułowego wiersza była wtedy Anna Świrszczyńska, a przecież Miłosz przełożył cały jej tom na angielski, uważał jej twórczość za wyjątkowe zjawisko w światowej poezji XX w. Na poprzedniej płycie „Looking Walking Being” śpiewam pięć wierszy Denise Levertov – Miłosz przełożył jej wiersze na polski, byli przyjaciółmi.

 – Obok Denise Levertov pojawia się inna współczesna poetka amerykańska.

– Jane Hirshfield poznałam osobiście w Krakowie, dokąd przyjechała w tym roku na Festiwal Miłosza. W Filharmonii Krakowskiej graliśmy przedpremierowy koncert. Jane była wśród publiczności. Nasze interpretacje niezwykle ją poruszyły. Popłakała się, uściskała nas. Powiedziała, że napisała jeden z tych wierszy lata temu, kiedy rozstała się z ukochanym, a teraz słowo splecione z muzyką wróciło z ogromną siłą. Twierdzi, że tchnęliśmy nowe życie w jej wiersze. To komplement.

– Jak wyglądała droga od śpiewania poezji do amerykańskiej wytwórni Blue Note?

– Pracując nad materiałem na poprzednią płytę, nie wiedziałam jeszcze, gdzie ją wydam. Kiedy się ukazała, pisano głównie o tym, że wydawcą jest legendarna wytwórnia Blue Note Records. To oczywiście nobilitacja i prestiż, szkoda jednak, że nikt nie zwrócił uwagi na warstwę tekstową albumu, mało pisano o samej muzyce. Nagrywałam płytę z myślą o tym, żeby ją wydać za granicą. Zajmuję się uniwersalną muzyką, która może być odczytana na całym świecie. Gotowy album wysłaliśmy m.in. do wytwórni Verve i Blue Note. I ta ostatnia odezwała się. Ani poprzednia płyta, ani ta najnowsza nie powstawały jednak pod okiem jej producenta. Tworzyliśmy je sami.

– Współpracujesz z tymi samymi muzykami, zespół prowadzi Michał Tokaj.

– Michał jest świetnym pianistą, ale także muzykiem, który  – co rzadkie – zwraca uwagę na tekst. On czyta i rozumie wiersze, w jego kompozycjach nie ma nic przypadkowego, to tekst prowadzi muzykę, nigdy odwrotnie. Kocham pianistykę skupioną, taką ze szkoły Billa Evansa, a Tokaj jest właśnie z tej szkoły. Nie ma w niej miejsca na ciągłe kaskady dźwięków.

– Dlaczego tak energiczna osoba jak ty tworzy muzykę o takim stopniu zadumy?

– Otacza nas potworny pęd. Ja sama biorę w nim udział, ale coraz bardziej mnie to męczy. Szukam schronienia. W muzyce odnajduję spokój, przestrzeń i ukojenie. Mogę wyrównać oddech. Słyszę czasem, że jestem osobą żywą i ekspresyjną, tymczasem moja muzyka mówi o mnie co innego. Nie widzę w tym sprzeczności. Czasem lubię zagrać utwór w szybkim tempie, ale tyle jest tego wkoło, że nie muszę dołączać do karuzeli.

– A czego w takim razie szukasz w działalności Młodej Polskiej Filharmonii?

– Wspieram tę akcję, bo uważam, że bycie muzykiem w orkiestrze to mozolna praca. Wymaga silnej psychiki – jest się w tle, nie na pierwszym planie. Wiele osób odpuszcza, traci motywację, siły. Wiem to, bo sama byłam w szkole muzycznej.

– Czy odezwał się tu mechanizm identyfikacji? Wspomnienie własnych początków?

– Byłam dwukrotną stypendystką warsztatów jazzowych w Stanach Zjednoczonych i do dzisiaj to wspominam. To był przełom. Spotkania z mistrzami dają motywację. Nasi młodzi zagrają razem utwór Zbigniewa Preisnera skomponowany specjalnie dla nich. Na starcie zdobędą kapitalne doświadczenia. To, że mogą dostać taki wiatr w żagle, jest bezcenne. Tym bardziej że kondycja orkiestr w Polsce pozostawia wiele do życzenia. W zamożnych krajach sponsorowanie młodzieżowych orkiestr ma długą tradycję.

– A jeśli mówimy o tradycji, w jakiej kategorii sama umieszczasz najnowsze nagrania?

– Przyjmijmy, że jest to muzyka inspirowana poezją. I tyle. Bez kategoryzacji. Płytę nagrywałam z jazzmanami w Stanach i w Polsce. Skład jest międzynarodowy – oprócz Michała Tokaja grają Larry Koonse, Munyungo Jackson i Darek Oleszkiewicz, z którymi pracowałam przy „Picking Up the Pieces” – ale mamy też radiową orkiestrę smyczkową, dzięki której całość staje się bardziej klasyczna. Zależało mi, żeby to było oszczędne. Dlatego partie solowe są krótkie i podobnie będzie na koncertach. Chciałam, by to były piosenki o pięknych melodiach i bajecznych harmoniach. Oczywiście na każdej płycie jest utwór, w którym Michał Tokaj może rozwinąć skrzydła i pofrunąć do nieba – tutaj w wierszu Miłosza „On Prayer”. Słychać, że jesteśmy z Polski, ale też, że fascynuje nas jazz.

– Powstaje druga wersja tej płyty, czyli muzyka inspirowana poezją po polsku.

– To będzie prawie taka sama płyta. Wiadomo – Miłosz w oryginale, Świrszczyńska w oryginale. Obie poetki amerykańskie w przekładach. Oczywiście, były pewne trudności w dopasowaniu frazy, melodia wiersza jest przecież zupełnie inna. Ale udało się. Wierzę, że porównania okażą się interesujące. Mogę zdradzić, że polska wersja będzie wzbogacona o duet z Grzegorzem Turnauem. Zaśpiewaliśmy razem na Festiwalu Miłosza w Krakowie. Piosenka nosi tytuł „To jedno” (This Only).

– Czy pracując nad projektem, miałaś potrzebę popularyzacji wielkiego noblisty?

– Może raczej przybliżenia go słuchaczom. Ja niejako zachęcam do Miłosza. Mamy w Polsce tendencję do wynoszenia naszych wielkich na pomniki. Miłosz jest więc niedostępny, jest noblistą na piedestale. A te wiersze mówią o sprawach bardzo nam bliskich. O lęku egzystencjalnym, ale też o zachwycie światem. To zupełnie inna strona Miłosza – teksty o rzeczach małych, a tak ważnych i wielkich zarazem.


Jak utrzymać wakacyjny nastrój przez całe lato?

Okres urlopowy zaczął się na dobre, choć niestety, rzadko spędzamy całe wakacje na wyjeździe. Przez większą część lata chodzimy do pracy próbując poczuć wakacyjny klimat ...

Recepta na lęk? „Pokochaj swoje serce”

„Życie jest zaskakująco proste, gdy przestajemy je komplikować.” mówi Dagmara Skalska w swojej najnowszej książce „Pokochaj swoje serce” i przedstawia sposób na pokonanie lęku.
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI