Aga Zaryan – Nie podeszłam do Miłosza

Aga Zaryan

Wybitna polska wokalistka jazzowa nagrała płytę niezwykłą – „A Book of Luminous Things” to album z wierszami Czesława Miłosza i jego ulubionych poetek. Aga Zaryan odkryła dzięki niemu noblistę na nowo. Właśnie przygotowuje Polskojęzyczną wersję płyty.
– Na ile dzięki pracy nad nową płytą zbliżyłaś się do samego Czesława Miłosza? Do jego życia osobistego?

reklama

– Poznałam jego przyjaciół, miałam też kontakt z Antonim Miłoszem, jego synem, który mieszka w Stanach. Raz w życiu spotkałam samego Miłosza. Kiedy byłam w liceum, poszłam na odczyt jego wierszy na Miodową. Były tam setki uczniów, nie podeszłam do niego. Pamiętam to spotkanie jak przez mgłę, lecz utkwił mi w pamięci charakterystyczny sposób, w jaki czytał swoje wiersze. Przygoda z tym albumem była odkrywaniem Miłosza na nowo.

– Otoczyłaś też Miłosza wianuszkiem trzech poetek, posplatałaś ich wiersze…

– Wokół Miłosza krążyłam od lat. Szłam jego tropem od 2007 roku, od płyty „Umiera piękno”. Autorką tytułowego wiersza była wtedy Anna Świrszczyńska, a przecież Miłosz przełożył cały jej tom na angielski, uważał jej twórczość za wyjątkowe zjawisko w światowej poezji XX w. Na poprzedniej płycie „Looking Walking Being” śpiewam pięć wierszy Denise Levertov – Miłosz przełożył jej wiersze na polski, byli przyjaciółmi.

– Obok Denise Levertov pojawia się inna współczesna poetka amerykańska.

– Jane Hirshfield poznałam osobiście w Krakowie, dokąd przyjechała w tym roku na Festiwal Miłosza. W Filharmonii Krakowskiej graliśmy przedpremierowy koncert. Jane była wśród publiczności. Nasze interpretacje niezwykle ją poruszyły. Popłakała się, uściskała nas. Powiedziała, że napisała jeden z tych wierszy lata temu, kiedy rozstała się z ukochanym, a teraz słowo splecione z muzyką wróciło z ogromną siłą. Twierdzi, że tchnęliśmy nowe życie w jej wiersze. To komplement.

– Jak wyglądała droga od śpiewania poezji do amerykańskiej wytwórni Blue Note?

– Pracując nad materiałem na poprzednią płytę, nie wiedziałam jeszcze, gdzie ją wydam. Kiedy się ukazała, pisano głównie o tym, że wydawcą jest legendarna wytwórnia Blue Note Records. To oczywiście nobilitacja i prestiż, szkoda jednak, że nikt nie zwrócił uwagi na warstwę tekstową albumu, mało pisano o samej muzyce. Nagrywałam płytę z myślą o tym, żeby ją wydać za granicą. Zajmuję się uniwersalną muzyką, która może być odczytana na całym świecie. Gotowy album wysłaliśmy m.in. do wytwórni Verve i Blue Note. I ta ostatnia odezwała się. Ani poprzednia płyta, ani ta najnowsza nie powstawały jednak pod okiem jej producenta. Tworzyliśmy je sami.

– Współpracujesz z tymi samymi muzykami, zespół prowadzi Michał Tokaj.

– Michał jest świetnym pianistą, ale także muzykiem, który – co rzadkie – zwraca uwagę na tekst. On czyta i rozumie wiersze, w jego kompozycjach nie ma nic przypadkowego, to tekst prowadzi muzykę, nigdy odwrotnie. Kocham pianistykę skupioną, taką ze szkoły Billa Evansa, a Tokaj jest właśnie z tej szkoły. Nie ma w niej miejsca na ciągłe kaskady dźwięków.

– Dlaczego tak energiczna osoba jak ty tworzy muzykę o takim stopniu zadumy?

– Otacza nas potworny pęd. Ja sama biorę w nim udział, ale coraz bardziej mnie to męczy. Szukam schronienia. W muzyce odnajduję spokój, przestrzeń i ukojenie. Mogę wyrównać oddech. Słyszę czasem, że jestem osobą żywą i ekspresyjną, tymczasem moja muzyka mówi o mnie co innego. Nie widzę w tym sprzeczności. Czasem lubię zagrać utwór w szybkim tempie, ale tyle jest tego wkoło, że nie muszę dołączać do karuzeli.

– A czego w takim razie szukasz w działalności Młodej Polskiej Filharmonii?

– Wspieram tę akcję, bo uważam, że bycie muzykiem w orkiestrze to mozolna praca. Wymaga silnej psychiki – jest się w tle, nie na pierwszym planie. Wiele osób odpuszcza, traci motywację, siły. Wiem to, bo sama byłam w szkole muzycznej.

– Czy odezwał się tu mechanizm identyfikacji? Wspomnienie własnych początków?

– Byłam dwukrotną stypendystką warsztatów jazzowych w Stanach Zjednoczonych i do dzisiaj to wspominam. To był przełom. Spotkania z mistrzami dają motywację. Nasi młodzi zagrają razem utwór Zbigniewa Preisnera skomponowany specjalnie dla nich. Na starcie zdobędą kapitalne doświadczenia. To, że mogą dostać taki wiatr w żagle, jest bezcenne. Tym bardziej że kondycja orkiestr w Polsce pozostawia wiele do życzenia. W zamożnych krajach sponsorowanie młodzieżowych orkiestr ma długą tradycję.

– A jeśli mówimy o tradycji, w jakiej kategorii sama umieszczasz najnowsze nagrania?

– Przyjmijmy, że jest to muzyka inspirowana poezją. I tyle. Bez kategoryzacji. Płytę nagrywałam z jazzmanami w Stanach i w Polsce. Skład jest międzynarodowy – oprócz Michała Tokaja grają Larry Koonse, Munyungo Jackson i Darek Oleszkiewicz, z którymi pracowałam przy „Picking Up the Pieces” – ale mamy też radiową orkiestrę smyczkową, dzięki której całość staje się bardziej klasyczna. Zależało mi, żeby to było oszczędne. Dlatego partie solowe są krótkie i podobnie będzie na koncertach. Chciałam, by to były piosenki o pięknych melodiach i bajecznych harmoniach. Oczywiście na każdej płycie jest utwór, w którym Michał Tokaj może rozwinąć skrzydła i pofrunąć do nieba – tutaj w wierszu Miłosza „On Prayer”. Słychać, że jesteśmy z Polski, ale też, że fascynuje nas jazz.

– Powstaje druga wersja tej płyty, czyli muzyka inspirowana poezją po polsku.

– To będzie prawie taka sama płyta. Wiadomo – Miłosz w oryginale, Świrszczyńska w oryginale. Obie poetki amerykańskie w przekładach. Oczywiście, były pewne trudności w dopasowaniu frazy, melodia wiersza jest przecież zupełnie inna. Ale udało się. Wierzę, że porównania okażą się interesujące. Mogę zdradzić, że polska wersja będzie wzbogacona o duet z Grzegorzem Turnauem. Zaśpiewaliśmy razem na Festiwalu Miłosza w Krakowie. Piosenka nosi tytuł „To jedno” (This Only).

– Czy pracując nad projektem, miałaś potrzebę popularyzacji wielkiego noblisty?

– Może raczej przybliżenia go słuchaczom. Ja niejako zachęcam do Miłosza. Mamy w Polsce tendencję do wynoszenia naszych wielkich na pomniki. Miłosz jest więc niedostępny, jest noblistą na piedestale. A te wiersze mówią o sprawach bardzo nam bliskich. O lęku egzystencjalnym, ale też o zachwycie światem. To zupełnie inna strona Miłosza – teksty o rzeczach małych, a tak ważnych i wielkich zarazem.