Artur Rojek: Jestem w drodze

Pisanie jest straszne. Myślę, że jeśli na kilkadziesiąt piosenek które napisałem, dziesięć jest dobrych, to dużo – Artur Rojek szczerze o przeszłości, o tym, za kogo się uważa i co dalej z nim i Myslovitz
Zrobiłeś już staro-noworoczny rachunek sumienia? Kiedy widzieliśmy się przed świętami, powiedziałeś, że potrzebujesz na to chwili.

reklama

Nie, raczej nie. Myślałem sobie bardziej o rzeczach, które chciałbym zrobić w tym roku, albo które powinienem ulepszyć. Zastanawiam się tylko nad tym co będzie, bo przeszłość jest dla mnie zamknięta.

Pytam o to, bo jeszcze w zeszłym roku zamierzałem przycisnąć Cię, żebyś zweryfikował swoje działania i odniósł się do swojego statusu jako głosu pokolenia. Interesuje cię w ogóle, jak jesteś postrzegany?

Rzeczywiście mnogość tych projektów jest duża. Z jednymi jestem blisko związany, nad innymi muszę jeszcze sporo popracować. Natomiast kompletnie nie czuję tego, o czym mówisz. Głos pokolenia? Odbieram to tak, że w momencie kiedy biorę się za jakiś pomysł, zastanawiam się nad tym, jak bardzo mogę wykorzystać sytuację, w której jestem. Nie egzaltuję się tym ssaniem na moją osobę, nawet tego nie widzę. Staram się korzystać z tego, co mam. Dzięki temu realizuję swoje cele, m.in. OFF FESTIWAL. Od samego początku wszystko szło pod prąd, popularne media odwracały się od tego pomysłu już na starcie. Jednak postanowiłem, że zrobię wszystko, by jednak zainteresować je alternatywnym festiwalem. Pobudzało mnie, że było to na przekór wszystkiemu. No i się udało !

Są tacy którzy twierdzą, że sukces tego festiwalu zawdzięczam mojej popularności.

Oczywiście to bzdura. Popularnych osób w naszym kraju jest całkiem sporo, a tylko nieliczni potrafią ryzykować, angażując swoją pozycję w takie projekty, które z jednej strony mogą im przynieść chwałę, a z drugiej – doszczętnie pogrążyć.

Kiedy występowałem jako twórca, chodziło mi o to, by każdy mógł zapamiętać koncert jako coś wyjątkowego na długo. Koncert był dla mnie jak trening sportowy, na którym dawałem z siebie wszystko. Bardzo lubiłem improwizować i namawiałem na to resztę chłopaków z zespołu. Dzięki temu wychodziły z nas emocje, których często się nie odczuwa – zupełnie wyjątkowe. Krew często lała mi się z palców, a pod nogami miałem kałużę potu. Uwielbiałem tę skrajność, hałas, złość, którą mogłem wykrzyczeć. Nie zawsze wychodziło tak, jak chcialem. Miałem wtedy kaca. Czułem się, jakby moja praca nie do końca była dobrze wykonana. W ostatnich latach działalności Myslovitz powtarzało się to częściej. Miałem wrażenie, że sam siebie oszukuję. Wiele razy schodziłem ze sceny z uczuciem wstydu. Nie wiem. Może zbyt wiele oczekuję. W każdym razie męczy mnie to do dzisiaj.