Carmen Maura – Kto by ze mną wytrzymał?

Muza Almodóvara Carmen Maura twierdzi, że poczucie spełnienia
zależy od… krótkiej pamięci. Jednak przywołuje szalone lata 80.,
mówi o ryzyku w życiu i w pracy, fuzji religijności i wyuzdania w hiszpańskiej obyczajowości. A „Kobiety z 6. piętra” z jej udziałem wchodzą do kin.

– Podobno wszystkie najważniejsze decyzje życiowe podejmowała pani w ciągu 30 minut.

reklama

– Przyznałam się do tego? Nie pamiętam już gdzie i kiedy, ale to prawda. Jestem temperamentną osobą, liczy się dla mnie impuls. Świeża, czysta emocja jest najwłaściwsza, intuicja zazwyczaj dobrze nam podpowiada, potem człowiek zaczyna się zastanawiać, wartościować, obliczać. Ja idę na żywioł.

– To pomaga w pracy aktora czy przeciwnie?

– Przed kamerą pomaga. Aktorstwo filmowe polega na reakcjach natychmiastowych. Oczywiście, wcześniej analizujesz rolę, zastanawiasz się nad intencjami bohaterów, chcesz zrozumieć ich motywacje. Ale bardzo często dopiero na planie spotykasz po raz pierwszy aktora, który ma ci partnerować. Dwoje ludzi rezonuje ze sobą, powinni znać swoje reakcje, gesty, nawet zapach. Uczymy się siebie nawzajem czasami przez całe życie, a w kinie musimy zagrać bliskość, czułość, intymność z obcym człowiekiem. Oczywiście, ważny jest warsztat, ale ja w kinie zdaję się na instynkt. Dlatego pierwsze interpretacje są według mnie najlepsze. W teatrze masz komfort długiej pracy, nie zawsze spokojnej, ale czas jest tutaj bezcenny. Nie wiem, czy zdecydowałabym się na scenie na nagłą zmianę, wprowadzenie jakiegoś nowego elementu, nie konsultując tego z reżyserem i z grającymi ze mną aktorami. W kinie mogę to zrobić, jeśli nie wyjdzie, będzie dubel i tyle. Ale ja w ogóle mam głębokie przekonanie, że najlepsze aktorstwo wypływa z przeżywania, współodczuwania, emocjonalności. Rozmawiałam o tym często z Pedrem Almodóvarem, który przyznał mi rację – gdyby nie aktorstwo osoby takie jak ja, jak Penélope Cruz miałyby ciężko w życiu. Mamy ten rodzaj wrażliwości, emocjonalności wysokiego ryzyka: wszystko przeżywamy bardziej, bierzemy do siebie, przejmujemy się. Na szczęście mogłyśmy zostać aktorkami, to nasze przeżywanie rzeczywistości przydaje się w zawodzie, znalazłyśmy ujście dla tych emocji. Inaczej byłoby ciężko, także naszym najbliższym. Myślę, że mogliby z nami nie wytrzymać.

Carmen Maura u boku Penelope Cruz i Pedro Almodovara podczas promocji filmu "Volver" w 2006 roku w Cannes

– Pedro Almodóvar powiedział: kino stało się moim życiem. Nie tyle życiem równoległym, co życiem samym w sobie. Czasami odnoszę wrażenie, że rzeczywistość przytrafia mi się tylko po to, by dostarczyć mi materiału na kolejny film…

– Pedro to temat na wielką debatę. On ma niezwykle silnie rozbudowaną emocjonalność, jest nieprawdopodobnie czuły na sztukę, na życie, na innych. Potrafi przetwarzać prawdę, ale w taki sposób, że ona nie traci nic z wiarygodności. Jest wielkim portrecistą życia i artystą totalnym. Wszystko, czego doświadcza, co go boli, krępuje, złości, uszczęśliwia, jest inspiracją w pracy. Nie każdy potrafi się