Edgar Keret: Spacer po ścianie

Edgar Keret
foto_Bartek_Warzecha_©_Fundacja_Polskiej_Sztuki_Nowoczesnej

Niedawno wyszła u nas jego długo oczekiwana książka, ale to nie z jej powodu zjawił się w Warszawie. Przyjechał do swojego nowego „domu”, najwęższego budynku na świecie. Izraelski pisarz Etgar Keret wziął udział w niezwykłym artystycznym projekcie.
Co ci się śniło podczas pierwszej nocy spędzonej w Domu Kereta?

Tak, wiem, tutaj w Polsce wierzycie, że sen na nowym miejscu jest proroczy. Prawdę mówiąc, nigdy wcześniej o tym nie słyszałem. O mało co nie miałbym na to pytanie żadnej odpowiedzi, bo nie bardzo miałem kiedy spać, do późna trwało przyjęcie z okazji otwarcia, a jednak zdążyłem wyśnić krótki dziwny sen. Byłem w jakimś laboratorium, ktoś przyniósł mi dwie poduszki, żebym na jednej oparł głowę, drugą mogłem objąć, no wiesz, tak jak kogoś bliskiego albo misia. I wtedy jakiś głos powiedział: „Jeśli zrezygnujesz z drugiej poduszki, znajdziesz sposób, żeby przytulić samego siebie”. Koniec. Nie bardzo wiem, jak mam to interpretować.

Sen bardzo w stylu Etgara Kereta. Tak jak cały ten projekt. Mam wrażenie, że mało który pisarz zgodziłby się uczestniczyć w czymś tak szalonym.

W domu spędzam tym razem kilka dni, potem będę tu wpadać z okazji różnych akcji. Muszę ci powiedzieć, że w środku w ogóle nie jest klaustrofobicznie, są dwa poziomy, podłoga wąziutka, ale za to długa. A najfajniejsze jest to, że możesz rozłożyć ręce, rozstawić nogi i wspinać się po ścianach jak Spiderman, zupełnie jak w dzieciństwie! Ale masz rację, cały ten pomysł jest szalony. Bardziej szalona byłaby tylko propozycja wspólnej kąpieli nago w jeziorze z Barackiem Obamą.

Zobacz dom Edgara Kereta w Warszawie

Czytałam, że kiedy autor projektu, architekt Kuba Szczęsny, po raz pierwszy do ciebie zadzwonił, myślałeś, że ktoś robi sobie żarty. A jednak w końcu się zgodziłeś. Co cię przekonało?

Pomysł Kuby ma wiele wspólnego z moją wyobraźnią, wrażliwością. I nie chodzi tylko o najprostsze skojarzenie – że piszę krótkie opowiadania, uprawiam kompaktową literaturę, a tu mamy do czynienia z kompaktową architekturą. Punktów wspólnych jest więcej. Nie wiem, czy o moich książkach można powiedzieć, że to kawał dobrej literatury. To raczej owoc mojej nieograniczanej niczym wyobraźni. Tak samo można mieć wątpliwości co do budynku zbudowanego dla jednego faceta.

Jest i inny punkt wspólny. Dom powstał w miejscu dawnego getta, gdzie rodzina twojej mamy trafiła w czasie wojny.

Kuba wymyślił tę właśnie lokalizację przede wszystkim dlatego, że podobała mu się dziura, przesmyk między powojennym blokiem a przedwojenną kamienicą, gdzie postanowił wcisnąć wąziuteńki budynek. Wiedział, że to okolice getta, ale dopiero moja mama bezbłędnie rozpoznała to miejsce. Kiedy usłyszała, że projekt powstanie na rogu Chłodnej i Żelaznej, opowiedziała mi, że w czasie wojny była tam kładka, przejście między małym a dużym gettem. Tamtędy szmuglowała jedzenie, za każdym razem ryzykując życie. Wcześniej u mnie w domu rzadko mówiło się o getcie. Wiedziałem tylko, że mama na własne oczy widziała śmierć mojej babci, swojego brata i wielu innych. Z rodziny mamy zginęli wszyscy, w sumie 70 osób.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »