Ewan McGregor: Trzeba mieć refleks

Wikimedia Commons, fot. flickr.com

Szkot z Hollywood. Trudny do rozszyfrowania. To bardziej miłośnik kina akcji, Obi-Wan Kenobi z „Gwiezdnych wojen” czy aktor Polańskiego, Allena lub Greenawaya? – Gram w filmach, które są w stanie mnie zaskoczyć – mówi Ewan McGregor. W najnowszym – „Połów szczęścia w Jemenie” – wędkuje pośrodku pustyni.
Lubisz łowić ryby?

Ewan McGregor: Umówmy się, że lubię ryby [śmiech]. Nic nie równa się z plastrami dobrze uwędzonego szkockiego łososia serwowanego razem z sadzonymi jajkami na śniadanie. Co do łowienia, jeszcze jako dziecko kilka razy próbowałem. I nie mogę powiedzieć, żeby to było moje hobby.

Czyli musiałeś poświęcić się dla roli – w filmie „Połów szczęścia w Jemenie” jest sporo wędkowania.

To było ciekawe zadanie aktorskie. Pracowałem z profesjonalnymi instruktorami wędkarstwa muchowego z Anglii i Szkocji. Zupełnie nie znałem tej techniki łowienia, a samemu trudno się połapać, o co w niej chodzi. Chociaż jak teraz o tym pomyślę, chyba nie do końca przykładałem się do nauki, bo w moim podejściu do łowienia nic się nie zmieniło. Nadal pociąga mnie jedynie jego kontemplacyjny i relaksacyjny aspekt. Stoisz po pas w wodzie w jakimś ładnym miejscu.

„Połów szczęścia w Jemenie” jest komedią romantyczną, dramatem?

Być może zabrzmię arogancko, ale ten film wydaje mi się zbyt mądry, żeby być komedią romantyczną. Chociaż wiem, że niektórzy tak go właśnie odbierają. Jednym z wątków jest co prawda miłość, mój bohater do niej dojrzewa, ale „Połów…” to także satyra polityczna na brytyjskiego premiera, którym w podtekście jest Tony Blair. Pojawia się tu wreszcie problem wiary. Chodzi mi o wiarę w nieznane, niewytłumaczalne i na pierwszy rzut oka absolutnie niemożliwe, która jest w opozycji do nauki i racjonalnego myślenia. Tak jak zachcianka jemeńskiego szejka, który umyślił sobie, żeby łowić łososie w rzece na środku pustyni.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »