Kora i Kamil Sipowicz – Nie buntują się tylko ci, którzy mają wszystko

fot. FORUM

„W kapitalizmie bunt natychmiast staje się produktem. Mam nadzieje, że za „oburzonymi” stoi coś poważnego i nie dadzą się skomercjalizować, bo polegną.” – O buncie młodych kiedyś i dziś, różnicach między dawną kontrkulturą a dzisiejszymi marszami „oburzonych” opowiadają Kora i Kamil Sipowicz. Rozmawia Tomasz Kin.
– Na świecie trwa w najlepsze jesień oburzonych. Młodzi ludzie to zawsze rewolucjoniści?

reklama

– Kora: Tak. Nie buntują się tylko ci, którzy wszystko mają. Myślę, że to grupa ludzi posiadających bogatych rodziców, bardzo dobre szkoły i wszystko, co daje im znakomity start. Dodatkowo bez kompleksów podróżują po całym świecie, dlatego tacy młodzi ludzie nie mają się przeciwko czemu buntować. Widząc gorzej sytuowanych rówieśników, doceniają swój stan i pochodzenie. Cała reszta, nienależąca do korporacyjnych sytych rodzin, która tego nie ma, buntuje się.

– Każda generacja była rozwarstwiona w ten sposób?

– Kamil: Z doświadczenia swojego sześćdziesięcioletniego życia, dostrzegam fale buntu. Ja z Korą przeżyłem ją na przełomie lat 60. i 70. Była to hipisowska kontrkultura. Później – na zasadzie antytezy – był ruch punkowo-nowofalowy, w którym zresztą również uczestniczyliśmy. Dziś mamy alterglobalistów i „oburzonych”, będących falą najnowszą. Pomiędzy tym mieliśmy pokolenia, które na nic się nie oburzały.

– Moje do nich należy, nasz bunt nie był ideowy, tylko estetyczny, związany z muzyką jakiej słuchaliśmy.

– Kamil: Nie trzeba się na to obrażać, to po prostu porządek pewnego cyklu.

– Osobiście nie mam z tym problemu. Po prostu ominęło mnie to, co najlepsze.

– Kora, Kamil: (śmiech)

– Dostrzegacie podobieństwa z Waszych hipisowskich czasów do młodych „oburzonych” dziś?