Marek Niedźwiecki – radia z tamtych czasów mi żal

Ciągle robię „stare radio”. Nie jestem wesołym didżejem, który musi się wszystkim podobać. Ale nie jestem też leśnym dziadkiem! Na szczęście nadal jest spora grupa ludzi, która czeka na audycję w stylu dawnej Listy. Co z tego, że ulubioną muzykę mamy dziś na płytach, w internecie i odtwarzaczach MP3? mówi Niedźwiecki.
Marek Niedźwiecki – legenda radia, autor słynnej Listy Przebojów „Trojki”, idzie dziś z duchem czasu. W audycjach odczytuje mejle i SMS-y, jest nawet na Facebooku. Tęskni jednak za czasami, gdy słuchacze nie mieli możliwości tak błyskawicznej reakcji na jego pracę. Dlatego zdarza mu się prowadzić program bez włączonego komputera.

reklama

Wiary w radio nie traci, dopóki dostaje takie listy: „Panie Marku, Hotel California brzmi dobrze tylko, gdy Pan puści to w radiu”.

– Jak Pan się czuje w roli ojca, który muzycznie wychował całe pokolenia Polaków?

– Nie docierało to do mnie, aż do chwili tysięcznego wydania Listy. Nagle stałem się najważniejszym człowiekiem w mediach, wszystkie telewizje robiły ze mną wywiady! Wtedy też słuchałem znanych muzyków, którzy opowiadali, czym dla nich była Lista „Trojki”. Uświadomiłem sobie, jak ważny był to przekaz i jaka ciążyła na mnie odpowiedzialność. Gdybym wiedział to wcześniej… Pewnie umarłbym na zawał!

– Gdyby w latach osiemdziesiątych były mejle, SMS-y, telefony komórkowe i Facebook, dotarłoby to do Pana natychmiast…

– Z pewnością. Te nowości zmieniły całą radiową rzeczywistość. Z jednej strony na dobre, ale złych aspektów też nie brakuje. W czasie audycji dostaję tysiące mejli. Jeśli pierwszy z nich brzmi: „Facet, nudzisz”, nie jest mi przyjemnie i mam mniej zapału do pracy. Kiedyś listy do radia szły dwa tygodnie, więc reakcja na moją działalność była spóźniona i mogłem do tego podejść bez emocji, jakie towarzyszą czytaniu mejli sprzed chwili. Odzew na moją piątkową audycję pojawiał się też w poniedziałki w szkołach, dowiadywałem się od znajomych, jak Lista jest przez młodzież oceniana, co Niedźwiedź wymyślił i jakie piosenki zagrał. Natychmiastowa odpowiedź w postaci mejli może napędzać, ale może też hamować. Bywa więc, że robię audycję w dawnym stylu, nie włączam komputera i jestem skazany na własną inwencję, tak jak to było przez całe lata. Nie muszę się do nikogo dopasowywać. Czyli powrót magii radia…