Agnieszka Maciąg: Frunąć pomiędzy drzewami

Fot. Robert Wolański

Jak to jest, gdy los nam sprzyja, gdy stawia na drodze dobrych ludzi, podpowiada właściwe kierunki? – pyta Joanna Olekszyk. Odpowiada Agnieszka Maciąg, kobieta spełniona, ale nadal w podróży.
Gdy w 2007 roku pojawiła się pani na okładce SENS-u, na rynku była już książka „Smak życia” oraz tomik „Zielone pantofle”. Teraz jest pani po sukcesie najnowszej książki „Smak szczęścia”, po ślubie, narodzinach córeczki. Dużo się wydarzyło w ciągu tych pięciu lat…

To był dla mnie wyjątkowy i bardzo intensywny czas, pod każdym względem. Czas dużych zmian. Zaczął się od „trzęsienia ziemi” w moim życiu. Gdy pięć lat temu udzielałam wywiadu do SENS-u, byłam już po okresie ważnego przewartościowania. Dwa lata wcześniej przeżyłam trudny czas. Postanowiłam wtedy zrobić gruntowny remont samej siebie – odważny i głęboki, zaczynając od podstaw. Wtedy właśnie powstał tomik poezji „Zielone pantofle”. To było jak podsumowanie, oczyszczenie i zamknięcie pewnego etapu mojego życia. Książka „Smak życia” powstała później, jako początek nowej drogi, na fali świeżego i świadomego zachwytu życiem. Jak się później okazało, był to dopiero początek ważnych zmian. Gdy wychodzimy ze smugi cienia, przeżywamy zwykle moment euforii i wydaje się nam, że proces rozwoju jest już zakończony, że stoimy na szczycie jakiejś góry i zostaniemy tam na zawsze. Potem okazuje się, że przed nami jeszcze długa droga, wiele rzeczy do pokonania, odkrycia i nauczenia się. I tak będzie chyba do końca życia (śmiech). Zawsze znajdujemy kolejne pokłady tego, co wymaga przemiany.

Byłam tuż po bardzo ważnej przygodzie z psychologią Gestalt, potem zaczęłam odkrywać zupełnie nowe przestrzenie, w inny sposób odczuwać świat. Szerszy i piękniejszy. Czułam się tak, jakbym nagle obudziła się z głębokiego snu i zaczęła odbierać to, co jest wokół mnie, wszystkimi zmysłami. Książka była tego kwintesencją. Przekonałam się, że poczucie szczęścia i harmonii mogę odnaleźć nie na bankietach, ale… w lesie. W prostych, zwyczajnych czynnościach. W obieraniu jabłek na szarlotkę. W zadowoleniu, że mam ją dla kogo upiec. Doceniłam te z pozoru banalne czynności, uznałam je za największy skarb. To był mój klucz do odnalezienia poczucia szczęścia i spełnienia. Zachwyciła mnie natura i jej mądrość. Zaczęłam świadomie i zdrowo się odżywiać, a dzięki temu odczułam, jak bardzo zmieniło to mój sposób myślenia i funkcjonowania w świecie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »