Berenika Różańska: Ucieczka z Bollywood

ucieczka z bollywood
Fot. Rafał Masłow

Berenika Różańska na Warszawski Festiwal „Skrzyżowanie Kultur” przyjechała z sufickim wirtuozem Razą Khanem. Polka, w dodatku 25-latka, współtworzy jeden z największych i najbardziej niezwykłych muzycznych projektów w Indiach, który ma ocalić ginące gatunki i zespoły.

ucieczka z bollywood
Fot. Rafał Masłow

Raza Khan nigdy wcześniej nie był poza Indiami. W ogóle rzadko wyjeżdża poza swój region: okolice świętego miasta Amritsar. Kto choć raz widział jego występ, już go nie zapomni. Na scenie śpiewa na kilkadziesiąt sposobów. Wyrzucane z prędkością światła słowa przeplatają się z delikatnymi orientalnymi pieśniami, wrzaski z szeptem, niewiarygodnie wysokie dźwięki z niskimi, gardłowymi. Żeby tak śpiewać, trzeba być w rewelacyjnej formie fizycznej, Raza ćwiczy minimum osiem godzin dziennie. Ważna jest też głęboka wiara, w muzyce sufickiej chodzi o to, aby zjednoczyć się z Bogiem, zbliżyć się do absolutu.

Niewprawna zachodnia publiczność potrzebuje chwili, żeby otrząsnąć się z pierwszego szoku, Berenika podczas warszawskiego koncertu, zorganizowanego w ramach festiwalu Skrzyżowanie Kultur, stała za kulisami, trzymając mocno kciuki. Dzień później ruszyła z zespołem w trasę po Europie, po drodze zatrzymali się jeszcze w jej rodzinnych stronach, w Kopańcu. Co może robić grupa Hindusów w wiosce w Górach Izerskich? Berenika się śmieje. To już nie pierwszy raz, kiedy stosuje ten trik. W czerwcu zabrała do Kopańca inny zespół – Terah Taali. Byli tak zachwyceni, że na ochotnika dali pokaz tańca dla dzieciaków na zakończenie roku, w szkolnej sali gimnastycznej.

Zamówienie na wielbłąda

De Kulture Music, organizacja, dla której pracuje Berenika, ma swoją siedzibę w Dżajpurze. Działają od zaledwie siedmiu lat, ale już mogą pochwalić się niezłym dorobkiem: ponad dwa tysiące artystów, których ocalono od zapomnienia, i coraz większe muzyczne archiwum, które będzie służyć następnym pokoleniom. W całych Indiach nie ma drugiego takiego projektu. Są co prawda lokalne inicjatywy, ale tylko De Kulture Music ma taki zasięg.

Charakterystyczne, ręcznie pakowane płyty z logo DKM można kupić w całym kraju i na każdym indyjskim lotnisku, w sklepach z tradycyjnym rzemiosłem. Kto je kupuje? Głównie entuzjaści, przedstawiciele indyjskiej wyższej klasy średniej, bardziej świadomi, w jakim zagrożeniu jest dziedzictwo kulturowe Indii, i do których trafiła z Zachodu moda na powrót do korzeni. No i turyści. Berenika jest jedyną cudzoziemką w ekipie. I jedyną osobą odpowiadającą za promocję artystów w Europie. Zresztą to tylko część jej obowiązków. Odpowiada też za pracę biura, dogląda kontraktów, katalogów, chodzi na spotkania. Jest wreszcie producentką pierwszej edycji Blue Lotus Festival, imprezy zaplanowanej na dziesięć tysięcy widzów, która odbędzie się w lutym w historycznej miejscowości Pushkar. Przewidziano koncerty przy świątyniach i w starożytnych ruinach. Berenika od jakiegoś czasu szuka najlepszej oferty na wynajem wielbłądów, które dowiozą publiczność na widowisko na wydmach. Zajęć jest mnóstwo, zwykle w biurze siedzi się po 12 godzin. Do tego same Indie, niesamowicie intensywne. To natężenie bodźców: kolorów, zapachów, hałasów. Idziesz ulicą i czujesz, jak w żyłach pulsuje ci krew.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »