Hanna Krall – wydarzyło się naprawdę

fot. Zosia Zija i Jacek Pióro

Najwybitniejsza polska reporterka swoją najnowszą książką „Biała Maria” po raz kolejny dowodzi, że życie może być ciekawsze od fikcji, przynosi dowody na istnienie losów podwójnych, prowadzi dialog z Kieślowskim i jego kinem. Hanna Krall nie stwarza świata, mówi o świecie stworzonym przez kogoś innego. „Białą Marią” zamyka otwarte rozdziały wcześniejszych książek. Nie chce już wracać do reportażu.
– Czy jesteśmy jedynie epizodem w życiu przedmiotu?

reklama

– W „Białej Marii” można by znaleźć potwierdzenie. Syn jednego z bohaterów, inżynier, zaczął swoją pracę od budowy ołtarza na placu Zwycięstwa – tego, przy którym papież zmieniał oblicze ziemi. Teraz inżynier buduje muzeum Żydów. Byłam ciekawa, co się w nim znajdzie. Przedmioty na razie są w szafie, opakowane i starannie opisane. Rodzaj materiału opisano: „metal”, „fajans”, podano wymiary. Porządek jest, a każdy przedmiot to czyjeś życie i czyjaś śmierć. Są dziecięce okularki, kawałki porcelany wygrzebane z ruin. Jest tabliczka z drzwi. Drzwi nie ma, właściciela nie ma, ale tabliczka jest. Ubrań już nie ma, właściciela nie ma, ale guziczki są. Jest dużo listów. Kobieta z Nowego Sącza przepisuje wiersz Mickiewicza i posyła komuś do Stanów. Młoda dziewczyna pisze, że spotkała w parku koleżankę Rachelkę i taka piękna wiosna była. Wszystko tchnie normalnością. Gdyby nie było drugiej wojny, przedmioty byłyby dosłowne, ale ponieważ wiemy, co stało się między tymi przedmiotami a nami, nabierają innego znaczenia. To, co się zdarzyło, uwzniośla ich zwyczajność.

– Fotografie tych przedmiotów zamieściła pani w swojej książce, po raz pierwszy ilustrując tekst zdjęciami. Dlaczego?

– Chciałam powiedzieć: „Drogi Czytelniku, popatrz, jest sala sądowa, w której toczyła się sprawa pana J.S., są schody w łazience, na których przewróciła się wdowa z zakrzepicą, właścicielka serwisu Biała Maria, jest dwór, przy którym znaleziono torebkę Zofii Sikorskiej, córki generała, i jej indeks. Jest sklep, w którym pracowała pani Emilia. Są drzwi, które pospiesznie zamknęła, opuszczając sklep, i jest grobla, którą szła później. Jest młyn, którym administrował porucznik Wiślicki. Te miejsca istnieją i wszystko, co ci opowiadam, zdarzyło się naprawdę”.