Monica Bellucci – Ludzie mylą mnie z moją twarzą

Stefania D'Alessandro/Contributor/WireImage/GettyImages/FlashPressMedia / Monica Bellucci, aktorka

Jedna z najpiękniejszych kobiet świata. I jedna z najbardziej śmiałych aktorek. Jest w stanie sprostać najtrudniejszym wyzwaniom, jak choćby udział w kilkuminutowej scenie gwałtu w filmie „Nieodwracalne. Monica Bellucci. Antygwiazda z dystansem do siebie, świata, kina. Spełniona jako żona i matka.

– Początkowo myślała pani o karierze prawnika, co zadecydowało o wyborze aktorstwa?

reklama

– To Francis Ford Coppola ofiarował mi życiową szansę. Rola w „Draculi” (1992 rok) była niewielka, ale był to dla mnie ważny film. Dzięki niemu zdałam sobie sprawę z tego, że chcę być aktorką – wróciłam do Włoch i zapisałam się do szkoły aktorskiej. Ponieważ jednak wciąż nie udawało mi się robić tego, co chciałam, wyjechałam do Paryża. Francja ma tę przewagę nad Włochami, że kręci się w niej dużo więcej filmów.

– Dzisiaj pani międzynarodowa kariera rozwija się bardzo dynamicznie…

– Mam dużo szczęścia. Jestem Włoszką, a w przypadku włoskich aktorek zrobienie międzynarodowej kariery było dotąd bardzo trudne. Claudia Cardinale, Gina Lollobrigida czy Anna Magnani miały silną pozycję w Hollywood tylko dlatego, że włoskie filmy odnosiły po wojnie światowe sukcesy. Dzisiaj jednak, przynajmniej moim zdaniem, lepiej jest pracować w Europie niż w Hollywood: propozycje są tu bardziej interesujące, w ramach koprodukcji europejskie aktorki mogą pracować praktycznie w każdym kraju. Nie marzę więc jakoś specjalnie o Ameryce – pracuję tam tylko wtedy, kiedy dany projekt rzeczywiście mnie interesuje.

– Często gra pani role kobiet rozdartych, płacących za wierność sobie wysoką cenę. Myślę tu chociażby o tragicznej postaci włoskiej aktorki Luisy Feridy z „Dzikiej krwi” Marca Tullia Giordany czy jednej z bohaterek „Nie oglądaj się” Mariny de Van.

– Bliskie są mi postaci wielowymiarowe, być może dlatego, że z nimi mogę się łatwiej utożsamiać. W życiu nic nie jest przecież białe albo czarne, gdyby tak było, nie tracilibyśmy czasu na wieczne poszukiwanie prawdy. Moje bohaterki pozostają wierne sobie i swoim uczuciom, za co płacą ogromną cenę. Tak jak chociażby w przypadku autentycznej postaci Luisy Feridy, która dla ukochanego mężczyzny poświęciła wszystko: godność, macierzyństwo, własne życie. Oczywiście można sobie zadać pytanie: czy ślepa wierność nie graniczy z głupotą? Uważam jednak, że nie. Poświęcenie nigdy nie idzie na marne, ponieważ pozwala na odkupienie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »