Małgorzata Foremniak: W życiu piękne są tylko chwile

Fot. Rafał Masłow

Nie chcę szybko! – oznajmia Małgorzata Foremniak. – Teraz lubię się zatrzymać i spojrzeć na spadający z drzewa liść. Lubię wchodzić w swój świat i w nim sobie posiedzieć. Czy Hani Halek udało się na moment zagościć w tym świecie?

Fot. Rafał Masłow

Potrafisz pielęgnować swoją osobność i hermetyczność, będąc jednocześnie aktorką, matką, córką…?

Trudno mi powiedzieć, że znalazłam taką receptę dla siebie, bo życie nas przecież cały czas zmienia. Wciąż zbieramy nowe doświadczenia, stoimy przed kolejnymi wyzwaniami i decyzjami. Nasze priorytety ulegają nieustannej ewolucji. Myślę, że podstawą wszystkiego jest szczera odpowiedź na pytania: „Kim jestem naprawdę?”, „Co mam sobie do powiedzenia?”, „Jak chcę przeżywać życie?”, „Jaką wyznaczam sobie jakość, jakie wartości?”. To takie nakreślenie własnego wzoru, własnej tożsamości. I trzeba być konsekwentnym.

Świat jest szaloną karuzelą, na której coraz bardziej liczy się prędkość, a giną istotne szczegóły. A one tworzą nasze życie! Nie chodzi przecież o to, by być kimś wielkim i zdobywać szczyty. Wielkość jest pojęciem względnym. Prawdziwym sukcesem jest pokonanie swoich słabości. Ważne, żeby wszystko, co się robi, robić zgodnie ze sobą, mieć do tego przekonanie, czuć spełnienie i nie stracić do siebie szacunku.

Potrzebna jest też dyplomacja, zwłaszcza w kontaktach z ludźmi. Nasze życie składa się głównie z relacji, począwszy od rodziców, przyjaciół, partnerów, dzieci, a skończywszy na pracodawcach czy wspólnikach. Trzeba być uważnym obserwatorem samego siebie, by nie przegapić momentu, kiedy zaczynamy żyć nie swoim życiem, a przyjmujemy czyjś świat, czyjś punkt widzenia, kiedy cudze myśli i opinie bierzemy za swoje. Bo wtedy się naprawdę gubimy.

Kiedy czujesz się sobą w stu procentach?

Lubię od czasu do czasu pobyć samotnikiem, lubię wchodzić w swój świat i w nim sobie posiedzieć. Mieć własne poszukiwania, swój prywatny szlak wędrowca. A im jestem starsza, tym bardziej sobie na to pozwalam. Można powiedzieć, że zaczął się u mnie fajny czas, bo wykonałam kilka ważnych zadań, jak chociażby odchowanie dzieci. Mam teraz chwilę na refleksję, na to, żeby szukać, pytać i sobie odpowiadać. Zaczyna się druga część filmu, ze mną w roli głównej.

To film sensacyjny, dramat, komedia romantyczna?

Myślę, że raczej obyczajowy (śmiech). Na zewnątrz nuda… Cała akcja dzieje się wewnątrz bohatera. A najlepsze momenty będą na końcu (śmiech).

Odkąd dzieci dorosły, jest ci łatwiej dostrzec siebie?

Tak. One już powoli zaczynają samodzielną drogę. Mama-kwoka jest passé. Nieustanne dociekanie, co się u nich dzieje i zamartwianie się, jak sobie dają radę, jest ciągłym trzymaniem ich za rękę. Bociany już potrafią fruwać same. Ja ciągle jestem. Mogą ze mną zawsze usiąść i pogadać, ale wiem, że trzeba dać im wolność. Pamiętam, jak sama bardzo chciałam w ich wieku być niezależna i twórcza, jak nie życzyłam sobie, by rodzice ingerowali w moje życie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »