Michał Urbaniak: Lubię prowokację

Michał Urbaniak i Krzyś Chodorowski
mat. prasowe

Znany muzyk opowiada Tomaszowi Kinowi o karierze w Stanach, planach na przyszłość i debiucie w filmie „Mój rower”.
Zaniepokoiła mnie Twoja wypowiedź, że nie nagrasz już nic lepszego niż „Milles Of Blue”. Kończysz karierę?

Nie. Po prostu lubię prowokację. Płyta, o której wspominasz, była tworzona przy udziale młodych ludzi, wówczas nikomu nieznanych. Dziś są oni gwiazdami światowej muzyki rytmicznej, zwanej przez niektórych jazzem. W związku z tym wyszła z tego ciekawa retrospekcja. Najprawdziwsze jest także to, że składam nią hołd moim czarnym nauczycielom. Po to wyjechałem do Nowego Jorku. Muzykę rytmiczną stworzyli czarni od gospel, bluesa, New Orleans itd. Rozglądając się, wiem, że trudno będzie zrobić coś równie dobrego, przynajmniej jeśli chodzi o sam skład muzyczny.

Dziwne założenie, jak na pracoholika uznanego na świecie.

Rzecz jest gdzie indziej. Zdałem sobie ostatnio sprawę, że czas nie jest z gumy. Pomimo tego, że mam 21 lat, to sporo już zrobiłem. Fusion, funk fusion i wszystko, co nazywam UrbJazz. Obecnie nie ma już trendów, dlatego nie trzeba się podporządkowywać. Dobry mamy za to czas na pewne podsumowania.

Chwileczkę, zwykle robi się to tuż przed odejściem. Z tego, co wiem od Twojej córki, masz się znakomicie!

Zakończyłem pewien etap mojego życia.

Zaczyna się coś nowego?

Tak. Znowu będą młodzi muzycy. Większość z tej samej dzielnicy co ja, czyli Jamaica Queens W tę część Nowego Jorku popchnęło mnie chyba przeznaczenie. Poznałem jednego człowieka, potem kolejnych fantastycznych muzyków. Do dziś mam tam, jak to się mówi, swój ustnik. Pochwalę się też studiem. Przyjeżdżam i dzwonię do kolegów z pytaniem, czy jest jakiś nowy gitarzysta. Dostaję mp3 i numer telefonu – tak robię zespoły. W ten sposób koncerty „all stars” mogę grać bez przerwy.

A z oldboyami?

22 stycznia szykuje się coś pięknego. Nie mogę zdradzać detali, bo jeszcze nie są potwierdzone.

Ja będę strzelał: George Duke, Anthony Jackson, Leny White?

Może.

Wystarczy zobaczyć, kto grał z Tobą na najlepszych płytach i wszystko jasne.

Wychodzi też seria płyt „Fusion Legend”. Będzie ich kilka. Ja w międzyczasie robię powoli nowe rzeczy.