Tomek Rygalik: niezbędna jest otwartość

Forum

Mnie inspirują bardzo przyziemne rzeczy. Najczęściej bałagan i to, że wszystko jest w budowie – mówi w rozmowie z Tomaszem Kinem jeden z najbardziej rozchwytywanych designerów ostatnich lat, Tomek Rygalik.
Tomek, czy kiedykolwiek byłeś w Cepelii?

Tak. Ostatnio często przechodzę koło Cepelii na Marszałkowskiej. Nie wchodzę na zakupy, ale widzę cały asortyment wyeksponowany na witrynie. Bywa, że przystaję i oglądam dokładniej.

Pasuje Ci ten asortyment? Pytam, bo ciągle jest to nasz znak firmowy w świecie.

Był niedawno ciekawy trend w polskim wzornictwie który, w sposób bezpośredni odnosił się do ludowej kultury materialnej. Powstawały wówczas projekty wnętrz albo nawet identyfikacji narodowej inspirowane wątkami ludowymi. Myślę tu o bączkach zamówionych przez MSZ na początku naszej prezydencji w UE. W kontekście „Koko, Euro spoko” można powiedzieć, że ta tendencja trwa, pokazując morze inspiracji. Myślę, że jeśli nie jest to prymitywne kalkowanie zdobniczych ornamentów, tylko jakaś forma przetworzenia ich, z uwzględnieniem współczesnych realiów, to działa to znakomicie. Niestety, rzadko się to zdarza, bo te wzory są bardzo mocne i charakterystyczne, przynajmniej dla nas Polaków. Nikomu nie chce się mierzyć z tą materią i uwspółcześniać ją, tylko po prostu wszystko się ordynarnie kopiuje. W świecie trudno odróżnić sztukę ludową jednego kraju od drugiego, nie będąc obywatelem jednego z nich. Dlatego warto wejść głębiej w kulturę ludową i pomyśleć o procesie, w jakim te rzeczy powstają.

Oby naszą rozmowę przeczytali np. designerzy linii lotniczych, zdobiący stateczniki Boeingów wycinanką łowicką.

Zachęcam do analizy i sensowniejszego wykorzystania naszej niesamowicie bogatej kultury. Może wtedy mielibyśmy do czynienia z faktycznym renesansem tej ludowości, bo obecnie jest ona powierzchowna i cechują ją głównie zapożyczenia i cytaty.