Joss Stone – Pozbyłam się gniewu

Młoda artystka Joss Stone, fenomen wokalny, nagrała album poświęcony odkryciu bezwarunkowej miłości. Ale uwaga: tym razem jest to miłość do muzyki.
Czy nie boisz się, że miłość do muzyki może wziąć górę nad miłością do mężczyzny?

reklama

– Ależ już tak się stało! Nie wiem, jak to jest, ale do tej pory trafiali mi się sami palanci. Naprawdę. Może przyciągam jakiś gorszy typ mężczyzny i przyczyna leży we mnie, a może po prostu nie nadszedł jeszcze mój czas, mam jednak takie doświadczenia, że lepiej nie mówić. A tutaj, proszę bardzo – bezwarunkowa miłość. I wiem, że dopiero kiedy zdałam sobie z tego sprawę, zaczęłam naprawdę pracować nad nową płytą. To dlatego dałam jej tytuł „Introducing Joss Stone”, chociaż to mój trzeci album. Muzyka odwzajemnia naszą miłość, tylko trzeba to zrozumieć i oddać się jej bez reszty. Jak sobie teraz pomyślę, na jakie rozczarowania narażali mnie faceci, ile było we mnie gniewu z ich powodu – uważam, że to zupełnie nie jest tego warte. Bardzo się cieszę, że pozbyłam się gniewu. Ta ulga przeniosła się na muzykę i pomogła mi pełniej wyrazić siebie. Z radością i siłą. Pisałam z radością i śpiewałam z radością, a zespół generował niewiarygodną energię.

Tytuł twojej płyty („Introducing Joss Stone” przyp. red.) sugeruje, że do tej pory poznawaliśmy głos, a dopiero teraz objawia się nam prawdziwa Joss Stone, osoba, kobieta, artystka. W jakiej kolejności?

– W jakiej chcesz. Zaczynam osiągać stan, w którym te pojęcia stają się nierozłączne albo raczej nierozerwalne. Mój debiut był bardziej wizją producenta niż moją własną, chociaż w repertuarze soul odnajdywałam się naturalnie. I moja muzyka nadal jest mieszanką soul i R&B, ale wierzę, że staje się coraz bardziej moja własna. I nie jest to absolutnie kwestia kontroli czy przerostu ego. Ja po prostu odnajduję w muzyce coraz większą przyjemność i mam nadzieję, że jej słuchanie też staje się przyjemniejsze.

Wielkie głosy raczej nieczęsto wypowiadają się w sposób osobisty czy wręcz intymny. Ty tego próbujesz. Co jest ważniejsze: co się mówi czy jak się mówi? Przekaz czy medium?

– Najważniejszy jest przekaz. Wszystko inne to sprawa drugorzędna. My jesteśmy tylko „przekaźnikiem”, potwierdzają to zresztą liczne piosenkarskie kariery. Widać wręcz, że często najwięcej do powiedzenia mają artyści o niekoniecznie wielkich głosach.

Jak w takim razie postrzegasz swoją rolę? Albo w ogóle rolę śpiewających kobiet?

– Najważniejsze, że kiedy już można coś ludziom powiedzieć, warto im powiedzieć coś sensownego. A wielu wykonawców zupełnie nie wykorzystuje tej szansy. Artyści mają wyjątkową pozycję, bo wiele osób poświęca im uwagę. A to przecież zobo-wiązuje. Może właśnie na tym polega siła kobiet? Bo one chyba rzadziej marnują tę szansę – śpiewają o tym, co je kręci, ale też o tym, co je gnębi. Chyba są bardziej szczere. Faceci mają bardziej wyostrzoną autocenzurę albo po prostu wstydzą się o niektórych rzeczach mówić. A szkoda. Wiemy doskonale, że kobiety śpiewają nie tylko dla kobiet. I że mężczyźni bardzo chęt-nie ich słuchają.

Wróćmy więc na koniec do bezwarunkowej miłości. Ale tej trywialnej, do mężczyzny, nie do muzyki. Czy w głębi ducha nie chowasz nadziei, że jednak jest możliwa?

– Bezwarunkowa miłość jest jak najbardziej możliwa. Nie wątpię w to. Niestety, kłopot leży we wzajemności. Potrafię bez-warunkowo kochać i miałam okazję przekonać się o tym. Ale bezwarunkowa miłość oczekuje bezwarunkowej wzajemności. Odtrącona sprawia straszny ból. Wzgardzona może wywołać gniew. A najtrudniej jest poradzić sobie z miłością narażoną na śmieszność. Bo do bólu i gniewu dochodzi pragnienie zemsty. I zaczynamy się czuć okropnie z sobą samym. Tak się cieszę, że mam te doświadczenia za sobą. I że zastąpiłam gniew na facetów miłością do muzyki.

Mogłoby się wydawać, że kto jak kto, ale ty nie powinnaś mieć kłopotów tego typu… Życzę ci zatem szczęścia w miłości, a sobie i twoim fanom – jak najwięcej takiej muzyki jak na nowej płycie, na której od początku… poznajemy Joss Stone.

– Zwróć uwagę, że otwierają ją słowa: „Wszystko się zmienia”. Wszystko, czyli ja też.

 

Joss Stone 11 kwietnia skończyła 23 lata, a już sprzedała ponad 7,5 miliona płyt na całym świecie. Zebrała liczne nominacje do Grammy, wystąpiła na scenie z takimi legendami, jak James Brown, The Rolling Stones, Smokie Robinson, Elton John czy Donna Summer. Jej muzyka to nowoczesna mieszanka klasycznego soul i R&B z lat 70., harmonii wokalnych że skich grup z Motown oraz jazzowego feelingu. 16-latka z Devon debiutowała w angielskiej „Drodze do gwiazd”, ale zachodnia branża muzyczna nie marnuje podobnych talentów – dziewczyna wywołała sensację debiutancką płytą „The Soul Sessions” (2003). Ale już drugi album porównywanej do Janis Joplin wokalistki nosił znamiona płyty autorskiej – „Mind, Body & Soul” (2004).