Tommy Lee Jones: aktor w pewnym wieku

Tommy Lee Jones: aktor w pewnym wieku
Fotochannels

Tommy Lee Jones przechodzi kryzys? W małżeństwie i tylko na ekranie.
W „Dwoje do poprawki”, filmie ciepło wyśmiewającym to, czego boją się
chyba wszyscy, którzy wchodzą w trwałe związki.

Tommy Lee Jones: aktor w pewnym wieku
Fotochannels

Prawdę mówiąc, jestem zaskoczona. Jak to możliwe, że po raz pierwszy zagrał pan w parze z Meryl Streep? Macie podobny zawodowy życiorys, jesteście z tego samego pokolenia i nigdy nie spotkaliście się na planie?

Sam nie wiem, jak to się stało, ale się stało. I proszę mi wierzyć, że było mi z tego powodu niewymownie przykro [śmiech]. W dużej mierze przyjąłem tę rolę właśnie dla Meryl. Dostałem scenariusz filmu, bardzo dobry, z biglem, ale chciałem się nad nim pochylić – jestem raczej skrupulatny, jeśli chodzi o scenariusze. Jednak jak tylko usłyszałem, kto zagra moją żonę Kay, wahałem się dokładnie dwie, maksymalnie trzy sekundy.

Próbuję sobie wyobrazić, jak wyglądały wasze próby. W filmie sprawiacie wrażenie, jakbyście rzeczywiście przeżyli razem całe lata. Także w tych najodważniejszych scenach.

Było sporo czytanych prób. Przynajmniej jedna przed każdą sceną, tak żeby reżyser miał jeszcze czas na wniesienie swoich poprawek. Jeśli rzeczywiście były jakieś zmiany, próbowaliśmy jeszcze raz poprawioną wersję. To także ważny moment dla dźwiękowców i operatora, którzy muszą wiedzieć, co za chwilę będą rejestrować. Tak to wygląda od strony technicznej. Próbowaliśmy z Meryl jedną scenę średnio trzy razy, to wystarczyło, żeby nauczyć się wszystkiego na pamięć. Dlatego kręciliśmy wszystko praktycznie od ręki, prawie bez powtórek. Dzięki temu wszystkim nam było łatwiej.

O filmie „Dwoje do poprawki” czytaj TUTAJ. Zobacz też galerię zdjęć z filmu.

Powtórki, czytane próby – zostaje niewiele miejsca na improwizację…

Zdaje się, że zwraca się pani do nieodpowiedniego człowieka. Ja nie lubię improwizacji, nie cierpię grać bez scenariusza i konkretnych wytycznych ze strony reżysera. Wyrobiłem sobie pewien warsztat i takie metody są nie dla mnie. Jestem przeciwko chaosowi na planie, ja się w takich warunkach nie sprawdzam, tylko się nimi stresuję. Nie chcę, żeby myślała pani, że grając w filmach, jestem rutyniarzem, że spełniam jakiś przykry obowiązek. Film „Dwoje do poprawki” jest chwilami bardzo śmieszny i tak samo śmiesznie było na planie. Wspomniała pani o odważnych scenach, zapewniam, że cieszyłem się na nie jak dziecko. Trochę, oczywiście, sobie z Meryl pofolgowaliśmy za obopólnym przyzwoleniem, co nie ukrywam, było niezwykle miłe.

A wstyd przed kamerą? Trzeba go przełamać?

Nie ma mowy o wstydzie. To tak, jakby doświadczony urzędnik krępował się siedzieć za biurkiem. W końcu płacą nam za to, że jesteśmy profesjonalistami, a profesjonaliści nie mają tremy. Po tylu latach w tym biznesie byłoby dziwne, gdybym nadal ją miał. Zresztą ja w ogóle nie należę raczej do wstydliwych.

Chodziło mi też o łamanie stereotypów. W kinie pokazuje się sceny seksu między dwudziestoparolatkami, seks 40-latków to zdaje się górna granica, za którą filmowcy rzadko się zapuszczają.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »