Wojciech Jagielski: Nie ja płace za wojny

Wikimedia Commons, fot. Sławek

Był przy rozpadzie imperium radzieckiego, końcu apartheidu w RPA, połączeniu Hongkongu z Chinami. Pisał o ugandyjskich dzieciach żołnierzach. Reporter z urodzenia, grupy krwi i zawodu. Wojciech Jagielski właśnie opublikował pierwszą książkę o Republice Południowej Afryki – „Wypalanie traw”. Pisze następną, tym razem o pasji, jaka za sprawą Nelsona Mandeli doprowadziła RPA do wolności i jaka zniszczyła mu życie.
Dlaczego tak późno napisał pan książkę o Republice Południowej Afryki?

Jeżdżę tam od lat. Zawsze mnie fascynowała i przywoziłem stamtąd całe worki opowieści, które kiedyś chciałem ułożyć w książkę, ale brakowało mi pomysłu, klamry. W 2010 roku byłem w RPA dwa razy, także na mistrzostwach świata w piłce nożnej, i znalazłem w końcu klucz. Znalazłem bohatera. Jest nim małe miasteczko Ventersdorp, w którym dokonuje się rewolucyjna przemiana, wymuszająca zachowania, na które to miasteczko w ogóle nie jest gotowe. Trzej bohaterowie, Anglik, afrykaner i czarny, próbują wyrwać się ze starych czasów i dostosować do nowych. „Wypalanie traw” to opowieść o nadziejach, o fiasku tych nadziei, czyli coś, co powinienem napisać o moich rodzinnych stronach, o Kurpiowszczyźnie w czasie przełomu w Polsce, ale nie zrobiłem tego z wcześniejszego wyboru, żeby zajmować się światem, a nie Polską.

Nie znajduje pan tematów w Polsce?

Znajduję, ale bałbym się je podjąć, może ze względu na swoją nadwrażliwość, a może tchórzostwo. Bałbym się, że mogę zmienić życie bohaterów. Są za blisko. Najpierw chciałem jechać w świat i pisać o świecie, a później zrozumiałem, że to był instynktowny, ale właściwy wybór. Jestem odważny, pisząc korespondencje z wojen, a brakuje mi odwagi, a może pychy, żeby to samo napisać o sąsiadach.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »