Wojciech Mann – Wierzę w pozytywny snobizm

fot. Forum

„Reaguję pozytywnie na coś, co mi się naprawdę podoba. Jestem wobec siebie szczery. W związku z tym, jeśli słyszę serię piosenek, które są żadne, w których teksty są o niczym albo z błędami, będące czterdziestą wodą po spleśniałym już zachodnim kisielu, to mnie to wcale nie interesuje” – mówi Wojciech Mann w wywiadzie podsumowującym nasz rynek muzyczny i jego nową nagrodę.
– Panie Wojciechu, czy Fryderyki, ciągle najważniejsze nagrody rynku muzycznego, potrzebują alternatywy?

reklama

– One potrzebują alternatywy w postaci innego rynku. Obecny jest groteskowy. Mam niestety bardzo krytyczny stosunek do upadku naszego rynku, jego rangi oraz nagród. Oczywiście to nie znaczy, że nie szanuję ludzi, którzy chcą stworzyć coś nowego. Ważny jest jednak grunt, na jakim to powstaje. Obok Koryfeuszy mogę wymyślić Panu jeszcze trzy inne nagrody – nie wiadomo tylko, jaki będą miały wpływ na to, co naprawdę się dzieje.

– Spróbuję to wszystko uporządkować, licząc od tych ważniejszych. Mamy Fryderyki, będą Koryfeusze, dalej nagrody MTV, Viva, Eska, radia Wawa, dodatkowo Róże Gali, Złote Jabłka, Glamour – ale to już stricte celebryckie, z muzyką nie mające nic wspólnego.

– Nie zapominajmy, że są jeszcze złote płyty.

– Ale to tylko zwieńczenie udanego cyklu promocyjnego, raczej środowiskowa nagroda, którą wręczają sobie wytwórnie.

– Jeśli sprzedał Pan pięć płyt, to tak. (śmiech)

– W takim razie wolałbym inną nagrodę. Może tego Koryfeusza powołanego przez dyrektora Instytutu Muzyki i Tańca przy ministrze kultury. Podejrzewam, że kapituła chciałaby mieć Pana w swoim gronie. Lubi Pan stawianie krzyżyków w ankietach komisyjnych?

– Nie przypuszczam, żebym się zgodził, chyba że wcielają przymusowo, bez wiedzy wcielanego. Ja mam już kłopot, gdy wręczamy trójkowe Mateusze, o nich jeszcze nie mówiliśmy. Starają się być trochę inne, takie niby sophisticated. Można oczywiście szukać formy atestowania czegoś poprzez wymyślanie nagrody. Nie zmienia to wcale jakości produktu, ale w sensie PR-owskiego działania nadaje mu pewien –przelotny, ale jednak – błysk. Ja mogę siebie nagrodzić nagrodą najcięższego redaktora Europy środkowej i to już będzie jakieś podium. Czy to jednak coś zmienia w mojej pracy zawodowej?

– Skoro zaczęliśmy od upadku, kiedy zaczęła się psuć Pańska opinia o naszym rynku? Miał Pan o nim kiedykolwiek dobre zdanie?

– Na początku, jako fan. Miałem dobre zdanie w zamierzchłych czasach, ponieważ byłem zafascynowany energią, z jaką pewna grupa ludzi wszczepiała pierwszego rock’n’rolla w Polsce. To