Lekcja miłości. Poruszające opowieści o rodzicielstwie, wywiad z Magdaleną Łyczko

„Najbardziej mnie zaskoczyło to, że tak dużo prywatności czasem intymności dostałam od bohaterów”, mówi w wywiadzie dla Zwierciadlo.pl Magalena Łyczko, autorka poruszająch wywiadów o rodzicielstwie zebranych w książce „Lekcja miłości”.
Monika Stachura. Cztery lata temu zaczęłaś prowadzić blog Zaradna-mama.pl. Przebiłaś się przez sporą konkurencję. Jak to zrobiłaś?

reklama

Magdalena Łyczko.Na początku blog traktowałam jak pewnego rodzaju psychoterapię, mogłam napisać wszystko i zawsze znalazła się osoba, która pocieszyła w komentarzu, albo osobiście wysłała maila. Naturalnie rosła liczba czytelników. Mój partner przekonał mnie, by zgłosić Zaradną Mamę do konkursu Blog Roku. I tak w 2011 roku w kategorii „Ja i moje życie” „zaradna” zajęła 6 miejsce. To dało mi do myślenia, jednocześnie utwierdziło w przekonaniu, że dla czytelnika ważna jest szczerość, zwłaszcza jeśli dotyczy tematów rodzicielstwa. Pojawiło się oczywiście kilka zarzutów, że jestem ekshibicjonistką, po co w ogóle to robię…

A po co to robisz?

Chcę pomóc kobietom, które znalazły się w podobnej sytuacji i przygotować pozostałe, które ten problem może dotknąć za chwilę. Depresja po woli wychodzi z piwnic tajemnic społecznych, mimo wszystko wciąż pozostaje tematem tabu. Kiedy słyszę: „przestań, każda kobita przez to przechodzi, nie ma o czym gadać”. Kobiety mieszkające w Szwecji, Niemczech czy Francji są bardziej świadome, mają też większe wsparcie od specjalistów. W Polsce lekarze z kobietą w ciąży obchodzą się jak z jajkiem, a jak już urodzi, pozostawiona jest sama sobie. Dobrze gdy ma wsparcie od partnera i rodziny. Nigdy nie ukrywałam, że walczyłam z depresją i uważam, że trzeba o niej mówić głośno. To taki nowotwór psychologiczny naszych czasów.

A jednak nazwałaś blog „Zaradna mama”. To bardzo pozytywny przekaz, wbrew temu, co mówisz.

Macierzyństwo jest najbardziej tajemniczą i niesamowitą przygodą, którą kobieta przeżywa w życiu! Nawet jeśli na początku jest ciężko, z każdym dniem jest lżej. A „zaradna”? Każda matka jest zaradna, nawet ta, która w to nie wierzy. Wykonanie wszystkich obowiązków związanych z dzieckiem, domem, to poważna logistyka.

Coachingowe podejście

Tak (śmiech)

Zaradna-mama.pl jest bardzo praktyczna. „Lekcja miłości” jest zupełnie inna. Co się takiego stało, że po tak praktycznej formie napisałaś tak emocjonalną książkę?

Te emocje siedziały we mnie bardzo długo i wcześniej nie miałam okazji dać im upustu. Pomysł na książkę pojawił się wraz z narodzinami Poli. Po urlopie macierzyńskim szybko wróciłam do pracy. Byłam pochłonięta zajęciami zawodowymi, a kiedy wracałam do domu, wolałam zająć się córką, niż siedzieć przed komputerem. Skończyłam pracę na pełen etat i przez przypadkową rozmowę trafiłam do Wydawnictwa Zwierciadło. Gdy podpisałam umowę, nie było odwrotu.

Jak dobierałaś rozmówców? W jaki sposób ich znalazłaś?

Chciałam porozmawiać z ludźmi znanymi bardziej lub mniej na trudne tematy. Najpierw wymyśliłam o czym będę rozmawiać, potem szukałam rozmówców. Zaczęłam myśleć, kogo dotknął dany problem, kto jest wiarygodnym bohaterem dla czytelnika i oczywiście, czy będzie chciał swoją historią podzielić się z czytelnikami. Lista rozmówców ulegała pewnym modyfikacjom, ale myślę, że w życiu nic nie dzieję się bez powodu, więc ten zestaw jest zestawem najlepszym.

Z kim było ci najtrudniej rozmawiać?

Najtrudniej rozmawiało mi się z osobami, które znam, czyli na przykład z Maćkiem Orłosiem, z którym pracowałam biurko w biurko w Teleexpressie, czy Tomkiem Jastrunem, którego znam ponad 10 lat. Trudno takie osoby „otworzyć”, pokazać prywatną stronę, którą często świadomie, intensywnie chronią.

Zupełnie innym poziomem trudności były rozmowy z bohaterami, którzy przeżyli coś, co jest mi obce, na przykład: śmierć dziecka. Bartłomiej Bonk wbił mnie w krzesło. Widziałam, jak wielki, zbudowany mężczyzna kurczy się, kiedy mówi o straconym dziecku. Kiedy mówił o pozostałych dzieciach, o żonie, biło od niego coś pozytywnego. Duma, radość, miłość. Kiedy wspominał o Julii, był jedynie żal, brak akceptacji całej sytuacji. W głębi serca współczułam mu – choć to ostatnia rzecz jakiej potrzebuje, zaciskałam zęby, żeby nie wybuchnąć płaczem. Podczas tej rozmowy zadziałała siła empatii i bujna wyobraźnia, wyobrażałam sobie, co ja czułabym w takiej sytuacji, jakbym się zachowała? Bartek powiedział, że śmierć Julii umocniła jego małżeństwo.