Lisa Larsen: Fotoreporterka

fot. Getty Images/ Gallo Images

Pracowała dla „Glamoura” i „Vogue’a”, choć prawdziwy rozgłos przyniosły jej fotoreportaże dla magazynu „Life”. Pozowały jej i gwiazdy kina, i politycy z obu stron żelaznej kurtyny, także ci z Polski, do której miała szczególną słabość. I choć przebiła szklany sufit, zdobywając nagrody i uznanie w męskim świecie cenionych fotografów, Lisa Larsen zmarła zbyt młodo, by sama zostać gwiazdą.

reklama

Z fotografii spogląda uśmiechnięta blondynka w stylowym płaszczyku. Nie ma się wątpliwości, że to zdjęcie zrobione w latach 50. Ale jest też takie, na którym Lisa wygląda jak współczesna trzydziestolatka: w koszuli w kratę, dżinsach i ulubionych trampkach, ustawia aparat na statywie.

„Pierwsza rzecz, nad jaką się zastanawiam, to co na siebie włożyć, kiedy jadę na materiał. Dobór kamer czy sprzętu to przy tym pestka” – wyjaśniała w rozmowie dla „Life’a” z 1950 roku. Materiał traktował o tym, jak ubierają się fotografki. Kobiety z aparatem były wówczas na tyle niezwykłym zjawiskiem, że zasadne wydawały się pytania o to, czy wygodniej im się robi zdjęcia w spodniach, czy spódnicy. Złota zasada Lisy: wszystko musi mieć kieszenie. To dlatego chętnie chodziła też w kombinezonach.

W poświęconych jej wspomnieniach znajdziemy takie oto słowa, spisane przez jej bliskiego współpracownika: „Miała sposób na to, jak wyprzedzić swoich rywali w walce o dobre zdjęcie. Nigdy nie wyłączała aparatu i nie przyjmowała »nie« za odpowiedź. Kiedy jej koledzy po fachu kończyli, idąc na drinka czy obiad, ona dalej krążyła z aparatem, szukając lepszego kąta, sprawdzając, czy coś jej nie ominęło”. Ta determinacja często przysparzała jej kłopotów. Choćby wtedy, gdy bez pozwolenia robiła zdjęcia w Kapitolu [budynek Kongresu USA – przyp. red.]. Nie przestawała naciskać migawki nawet wtedy, kiedy dwóch policjantów wynosiło ją z budynku na ulicę.

(…)

Więcej w listopadowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 11/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.