„Maria Skłodowska-Curie” już w kinach

fot. Christian Hartmann/ mat.pras. Kino Świat

Na ekrany kin trafił długo oczekiwany film biograficzny o Marii Skłodowskiej Curie. Główną rolę w międzynarodowej produkcji zagrała Karolina Gruszka.

reklama

Światowa premiera filmu „Maria Skłodowska-Curie” odbyła się na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto, do polskiej dystrybucji trafił kilka dni temu. To wierna faktom opowieść o niezwykłej badaczce, ale także zwykłej kobiecie – czułej matce, kochającej żonie, kochance. O osiągnięciach naukowych Skłodowskiej-Curie wiemy dużo, o tym, ile kosztował ją każdy sukces – prawie nic. Obraz, który właśnie jest na ekranach kin, pozwala te braki częściowo uzupełnić.

W pozostającej pod zaborami Polsce kobiety nie miały szans studiować, ale Maria i jej starsza siostra były gotowe do największych wysiłków byle trafić na uniwersytet. Wyjechały do przyjaznej studentkom Francji, najpierw Bronisława, po kilku latach absolwentka medycyny, a potem Maria, która uzyskała dyplomy z fizyki i z matematyki. Wkrótce potem panna Skłodowska poznała Piotra Curie, swojego przyszłego męża i najbliższego współpracownika. Film rozpoczyna się sceną narodzin ich pierwszej córki, Irène, w przyszłości także noblistki w dziedzinie fizyki. Kolejne prawie 10 lat życia rodziny Curie zamykają się w kilku sekwencjach, właściwa historia rozpoczyna się po tragicznej śmierci Piotra, gdy Maria musi na nowo wywalczyć sobie pozycję w świecie nauki.

Twórcy postawili sobie za cel pokazanie nie tylko surowej i zapatrzonej w probówki chemiczki, której niezliczone podobizny zdobią encyklopedie, podręczniki szkolne, znaczki a nawet banknoty. Skłodowska zyskała kobiecą twarz i kobiece emocje. Towarzyszymy jej w jednym z najtrudniejszych okresów życia, gdy wraz z przedwczesnym odejściem partnera w życiu i w pracy traci pozycję w środowisku – dla wielu kolegów naukowców „tylko pomagała mężowi w czynnościach, które mógł wykonywać każdy­”, a męski świat akademików nigdy nie przyjął jej do swojego grona. Po kilku latach autorytet Marii zaczyna rosnąć, a ona sama zakochuje się w byłym uczniu swojego męża, Paulu Langevinie. Mężczyzna jest już w separacji, ale ujawniony przez prasę romans wywołuje skandal i prawie pozbawia chemiczkę drugiego Nobla. Ostatecznie, jak wiemy z historii, Skłodowska-Curie nagrodę otrzymuje i zostaje pierwszą – i jedyną do tej pory – dwukrotną laureatką.

W tytułowej roli wystąpiła Karolina Gruszka, obok niej pojawili się m.in. Iza Kuna jako ukochana i wspierająca siostra Bronia oraz Piotr Głowacki, który wcielił się w postać Alberta Einsteina. Reżyserką i autorką scenariusza jest Francuzka – Marie Noëlle, którą wiele łączy z bohaterką. Obie ukończyły matematykę, obie były partnerkami zawodowymi swoich mężów i obie musiały torować sobie drogę w zmaskulinizowanym środowisku, gdy ich mężowie przedwcześnie umarli. Marie Noëlle od dawna nosiła się z zamiarem nakręcenia filmu o Skłodowskiej. Na przeszkodzie stał brak idealnej odtwórczyni głównej postaci. Po kilku latach bezskutecznych poszukiwań we Francji reżyserka otrzymała zdjęcie Karoliny Gruszki i po spotkaniu z polską aktorką projekt wreszcie ruszył z miejsca. Ona sama tak wspomina przygotowania i pracę na planie: „ Zaczęłam od przeglądania jej zdjęć oraz czytania wszystkich zachowanych prywatnych zapisków Marii. Był to przede wszystkim jej dziennik intymny, pisany po śmierci męża, Piotra Curie, a także ich listy. Czytałam też korespondencję między Marią i jej córkami, a nawet z Albertem Einsteinem. Te wszystkie materiały towarzyszyły mi też na planie filmowym, właściwie każdy dzień zdjęciowy zaczynałam od przeglądania zapisków i przyglądania się fotografiom Marii. W trakcie przygotowań czytałam też jej oficjalne biografie. Starałam się zrozumieć ideę jej pracy, chodziłam na korepetycje z chemii i fizyki. Następny etap to intensywna praca nad scenariuszem oraz językiem francuskim, w którym nakręcony jest cały film. To było pewne wyzwanie. Uczyłam się tego języka w szkole, dostałam nawet piątkę na maturze, ale potem miałam wiele lat przerwy. Zdarzało mi się grać wcześniej epizody po francusku, ale straciłam biegłość w tym języku. Gdy zabrałam się za czytanie scenariusza, okazało się, że mam kłopot z mówieniem tak jak Francuzi: szybko i płynnie. Najtrudniejsze były monologi naukowe, na szczęście miałam na przygotowania trzy miesiące”. Efekty pracy Karoliny Gruszki i pozostałych zaangażowanych w tę produkcję możemy już podziwiać na ekranach. Powstał film wzruszający i malarsko piękny.