Diana Krall, „Glad rag doll” – rekomendacja

materiały prasowe

Ta płyta to zupełnie nowa odsłona popularnej wokalistki. Tym razem nie ma tu krztyny sentymentalizmu, a motywem przewodnim albumu jest… samotność (co na to Elvis Costello, oficjalnie nadal mąż Krall?).
Diana sięga po piosenki z lat tak odległych jak początek XX wieku i zupełnie zmienia swoje brzmienie. Jej fortepian ustępuje miejsca gitarze (znakomity Marc Ribot), a gra sekcji – bluesowa, niemal transowa – kojarzy się bardziej z barem Toma Waitsa niż koktajlowym party Franka Sinatry. Samotność ma różne odcienie: od delikatnej ballady country „Prairie Lullaby” po gniew w „Lonely Avenue”. Porywającym hitem z tej płyty jest nagranie „There Ain’t No Sweet Man that’s Worth the Salt of My Tears” – jednocześnie odwieczne i nowoczesne. Jej „Let It Rain” i parateatralne „When the Curtain Comes Down” to wykonania o intensywności przekraczającej ramy muzyki pop. 12 września 2012 roku Diana Krall zaśpiewała utwór „Fly Me to the Moon” na ceremonii pogrzebowej astronauty Neila Armstronga, pierwszego człowieka, który stanął na Księżycu. Myślę, że Armstrong, jeśli tylko to słyszał, był zachwycony.

Diana Krall, „Glad rag doll”, Verve Music Group/Universal Music Polska

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »