Nigel Kennedy “The Four Elements”

fot. materiały prasowe

Słynny brytyjski skrzypek, który niejedno ma wspólnego z Polską (np. ma żonę Polkę i jest silnie związany z Krakowem), po raz kolejny udowadnia, że mimo klasycznego wykształcenia i wirtuozerskich zdolności, nie boi się popowych brzmień.
Konsekwentnie łączy swój znakomity warsztat z lekkością i przebojowością rozbudowanych kompozycji. Kennedy odwołuje się w „The Four Elements” do „Czterech Pór Roku” Vivaldiego (ich aranżacja sprzed 20 lat przyniosła skrzypkowi sławę). Uważa swój album, złożony z 7 kompozycji, za współczesną odpowiedź na klasyczne arcydzieło. Porównanie dosyć odważne. Można się z nim zgodzić lub nie, ale trzeba przyznać, że album sam w sobie jest udany i bardzo przyjazny słuchaczowi. Zainspirowany przenikaniem się czterech żywiołów: powietrza, ziemi, ognia i wody, bazuje na kontrastujących motywach znanych z wcześniejszej twórczości Kennedy’ego. Zaczyna się prosto i radośnie, żeby następnie zmieniać nastroje według specyfiki tytułowych żywiołów. „The Four Elements” to prosta, choć niebanalna muzyka, której bezpretensjonalne brzmienie jednych oczaruje i natchnie optymizmem, innych, obdarzonych bardziej wyrafinowanych gustem, nie powali na kolana.

reklama

Sony Classical