Opowieść o Amy Winehouse: „Amy. Moja córka” Mitch Winehouse

materiały prasowe

Ojciec Amy Winehouse napisał jej biografię. Zajęło mu to niecały rok od śmierci córki.
Kiedy rok temu, 23 lipca, świat usłyszał o śmierci Amy, jedni mówili o tragedii, drudzy wspominali, że artystka od dawna igrała z losem i taki koniec był nieunikniony. Wszyscy razem płakali, bo oto sceny straciły kogoś wyjątkowego, wybitnego. Winehouse była złotym dzieckiem XXI-wiecznej muzyki. Dziesiątki naśladowców i naśladowczyń, którzy próbowali i wciąż próbują zająć jej miejsce, nie mogą się mylić.

reklama

W rocznicę śmierci Amy półki księgarń na całym świecie zapełniły się jej biografią pióra ojca, Mitcha. Według doniesień serwisów plotkarskich relacje rodziców z córką były za życia artystki zmienne, ale jakie mogły być, skoro mieli oni oglądać powolną agonię własnego dziecka?

Tak naprawdę „Amy. Moja córka” to książka nie tyle o Amy, co właśnie o Mitchu, człowieku, który zaczynał jako taksówkarz, by na fali popularności córki nagrać własną, jazzową płytę. Dziś reklamuje ją razem z biografią zmarłej. Ta ostatnia to dość jednostronna opowieść relacji ojca z córką, której głównym celem jest udowodnienie, jak blisko było jedno z drugim. Mnóstwo tu czułych dialogów, zapewnień o wsparciu w najtrudniejszych chwilach. Mnóstwo usprawiedliwień, tłumaczeń, wyjaśnień. Czy więc Mitch czuje się winny przedwczesnej śmierci córki? Takie wrażenie można odnieść z lektury.

Książka ma dużą wartość wspomnieniową, ale raczej dla zagorzałych fanów Amy. Mało tu słów o muzyce, więcej o trudnym charakterze artystki i kaprysach gwiazdy. Warto po nią sięgnąć choćby ze względu na liczne kolorowe zdjęcia z kolejnych etapów życia gwiazdy. Czy ktoś patrząc na kilkuletnią dziewczynkę o okrągłej buzi mógł się domyślić, jaki upadły anioł z niej wyrośnie?