Pierre-Laurent Aimard, „Debussy – Préludes Books 1 & 2” – recenzja

mat. prasowe

Nie wyobrażam sobie pianistyki, tak naprawdę to życia sobie nie wyobrażam, bez trzech cykli preludiów, które – chociaż datują się z trzech odległych od siebie epok – od kilku stuleci niezmiennie i nieprzerwanie nas czarują – wprawiają w zachwyt, zadumę skłaniają do refleksji.

mat. prasowe

Są to legendarne cykle „Klawesyn dobrze zatemperowany” Bacha, „24 preludia Op. 28” Chopina i właśnie – składające się na dwie genialne księgi – „Preludia” Debussy’ego. Te ostatnie to nie tylko przełom w historii muzyki, to także historyczny przełom w samej pianistyce, a zarazem dzieło o uniwersalnej, ponadczasowej urodzie i niewyczerpanej głębi. Komponując swoje „Preludia” (obie księgi powstawały w latach 1908-13) francuski twórca celebrował stulecie urodzin Chopina – swego niedoścignionego (jak mniemał) mistrza i twórcy równie dla pianistyki przełomowego, jak pół wieku później sam Claude Debussy. On to bowiem – krótko przed Ravelem i długo przed Szymanowskim – współtworzył impresjonizm w muzyce, rezygnując równocześnie z precyzyjnych form klasyków i z emocjonalnej dosłowności kompozytorów romantycznych.

Odsuwając formę na plan drugi Debussy malował fortepianem, operował barwą, zmodyfikował samą technikę wydobywania dźwięków z klawiatury. Francuski pianista Pierre-Laurent Aimard specjalizuje się w muzyce współczesnej, takiej, której „Preludia” Debussy’ego dały początek (Boulez, Ligeti). Próbuje odnaleźć własny język w muzyce innych epok, ale rezultaty nie są równie porywające – Aimard wykonał gigantyczną pracę rejestrując w 2008 roku „Kunszt fugi” Bacha, ale pozostał w cieniu choćby nagrań Sokołowa. Tu zaś nie tylko błyszczy, on olśniewa. Wykonania poszczególnych utworów, sposób, w jaki pianista czyta i przekazuje najdrobniejsze niuanse tej muzyki (a impresjonizm to muzyka niuansów), jednocześnie poruszają i wywołują podziw.

Paleta barw Aimarda wydaje się nie mieć ograniczeń – od subtelnego dotyku „Żagli”, po grzmoty „Co zobaczył zachodni wiatr”, od szeptów „Mgieł”, po niepokojące pląsy „Ondyny”. Kanon czytania pianistyki Debussy’ego stworzył w latach 50. ubiegłego wieku legendarny Walter Gieseking. Ale w tym repertuarze Pierre-Laurent Aimard nie musi mieć kompleksów. Francuski pianista przekonał mnie do swojego Debussy’ego tak bezwarunkowo, że stawiam dziś jego nagranie ponad wiele znanych mi innych (Światosław Richter nigdy nie wykonał i nie zarejestrował pełnego cyklu wszystkich „Preludiów”). Jak widać jestem pod wrażeniem, ale przecież impresjonizm to muzyka wrażeń.

Pierre-Laurent Aimard, „Debussy – Préludes Books 1 & 2”, Deutsche Grammophon