Rihanna „Talk That Talk”

fot. materiały prasowe

Nowy, podobno „najbrudniejszy” krążek supergwiazdy popu szczególnie nie szokuje, jako całość nie porusza też w żaden inny sposób.
Zaczyna się mocno i obiecująco – ekspresyjny, energetyczny i wciągający singiel „We Found Love” oraz tytułowe „Talk That Talk” to kawałek solidnej muzyki rozrywkowej z charyzmą i charakterem. Potem poziom drastycznie spada, zniżając się chwilami wręcz do granicy żenady. „Cockiness (Love It)” jest próbą seksownej prowokacji. Zupełnie nieudaną, bo do bólu łopatologiczną i prostacką (tekst!). Oparta na samplach znakomitego duetu The xx piosenka „Drunk On Love” to nietrafione połączenie histerycznego, potężnego głosu Rihanny z brytyjskim, klimatycznym, wyciszonym tematem. Koniec albumu ratuje „Watch n’Learn” nawiązujące do wpadającego w ucho, ale pozytywnie chwytliwego popu. Całe „Talk That Talk” sprawia bardzo nierówne wrażenie i niestety razi niewykorzystanym potencjałem.

reklama

Def Jam