Stanisław Soyka „W hołdzie mistrzowi” – recenzja

materiały prasowe

Dziesięć kompozycji Czesława Niemena znalazło się na najnowszej płycie Stanisława Soyki. Jaki jest nasz narodowy bard w jego wykonaniu?
Soykę można kochać lub go nie znosić. Nie można go jednak nie znać. Człowiek z takim dorobkiem, z takim doświadczeniem, jest dziś jedną z bardziej znaczących postaci polskiej sceny rozrywkowej. A działa na niej już od wielu dekad, stąd dla rzeszy słuchaczy Soyka po prostu jest od zawsze.

To bardzo ważne w kontekście jego najnowszego dokonania. Nie każdy może się bowiem zabrać za dorobek Czesława Niemena. Niemen jest nietykalny, Niemen jest święty, Niemen jest też po prostu trudny, a spieprzyć jego utworu po prostu nie wypada. A każdemu, kto się na jego twórczość porywa, wszyscy przyglądają się wyjątkowo uważnie.

Przyjrzyjmy się więc i Soyce. Na „W hołdzie mistrzowi” znalazło się tylko dziesięć kompozycji z największymi hitami Niemena włącznie. Nie ma co prawda „Papug”, ale są „Dziwny jest ten świat” i „Sen o Warszawie”. Oba jazzujące (nie oszukujmy się, to Soyka), oba obdarte z tego męskiego pazura, wyśpiewane niczym kołysanki. Niewinne, delikatne, momentami niemal szeptane. Soyka przygotowywał się do nagrania tego albumu 12 lat i widać, że nie wszedł do studia z marszu. Bo zarówno wybór utworów, jak i aranżacje, są przemyślane, pomysłowe, a przede wszystkim składają się na większą całość. Zamyka ją urokliwa „Moja Ojczyzna”, uwodzicielska w swej melodyjności.

Wartości temu albumowi dodaje fakt, że w nagraniach brał udział Tomasz Jaśkiewicz – nadworny gitarzysta Niemena. Ile w tym namaszczenia samego Mistrza, ocenią słuchacze. Ci, którzy kupią Soykę, Niemena znają zapewne na wylot. Ale chyba nie po to Soyka nagrał płytę, by przybliżać innym jego twórczość. Hołd to hołd. Na pewno udany – bo słychać tu zarówno Soykę, jak i Niemena i żaden z nich nie wchodzi drugiemu w paradę.

Stanisław Soyka „W hołdzie mistrzowi”, Universal Music Polska