Sting & Shaggy: Halo, tu Sting

ONI DWAJ RAZEM?! TO NAJCZĘSTSZA REAKCJA NA WIADOMOŚĆ, ŻE ten album w ogóle powstał.

Choć związki Stinga z reggae sięgają co najmniej „Roxanne” The Police, jego duet z Shaggym, autorem takich przebojów, jak „Oh Carolina”, „Boom­bastic” czy „It Wasn’t Me”, okrzyknięto już najdziwniejszym zjawiskiem muzycznym sezonu. A żeby było jeszcze dziwniej, ci dwaj wyspiarze na wspólnej płycie wyznają miłość swej przybranej matce, Ameryce. Proponowana przez nich mieszanka popu, reggae, dancehallu i humoru może wydać się nieco karkołomna, ale czy ma to znaczenie, skoro za główny cel postawili sobie poprawić nastroje słuchaczom?! Krótkiego wyjaśnienia wymaga też tytuł albumu. „Są to numery kierunkowe do Wielkiej Brytanii i na Jamajkę, to był pomysł Shaggy’ego” – zwalił Sting na młodszego o 17 lat kolegę. Miło, że swój pierwszy wspólny koncert dali w połowie kwietnia w kraju, który wydzwania się numerem +48.

 

 

Sting & Shaggy „44/876”, Universal music polska.

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »