Willie Nelson, „Heroes” – recenzja

Sony Music Etertainment

Własne interpretacje współczesnych radiowych hitów oraz premierowe kompozycje – gwiazda country chce być przystępna dla szerszego grona.
Willie Nelson to postać, której przestawiać nie trzeba. Starszy, siwy pan z brodą i długimi włosami, w przebraniu kowboja od kilku dekad tworzy, komponuje, gra i śpiewa. Głównie muzykę country, bo to w amerykańskiej tradycji został wychowany. Urodzony w czasie wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych, do pierwszego zespołu dołączył w wieku siedmiu lat. Słuchacze szybko uwierzyli w jego słowa. Był dla nich wiarygodny, a jego muzyka przynosiła ukojenie.

Teraz Nelson nagrał płytę pełną coverów. Tytuł „Heroes” może wskazywać, że autorami oryginałów są idole, gwiazdy, w które Willie się wpatruje, z których czerpie inspiracje. Nic bardziej mylnego. Tak naprawdę to sam Nelson mógłby być bohaterem dla artystów, z których tym razem czerpie. I tak pewnie jest.

Muzyk country gra współczesne covery? To już kiedyś było – można powiedzieć. Fakt. Swoje w tej dziedzinie osiągnął nieodżałowany Johnny Cash, którego „Hurt” czy „One” w opinii wielu recenzentów przebiły swoją wielkością – świetne, a jak – oryginały.

Nelson aż takiej maestrii w cudzych kompozycjach nie osiąga, co nie zmienia faktu, że jego wykonania są intrygujące i wciągające. Owszem, „Just Breathe” z repertuaru Pearl Jam w dużo skromniejszej aranżacji nie porywa. Podobać może się za to „The Scientist” – bardzo współczesny song grupy Coldplay. W tym przypadku doświadczony, zmęczony wiekiem głos weterana doskonale współgra z linią melodyczną. Podobnie „Come On Up to the House”, chociaż skalą głosu Nelson nie może równać się z Tomem Waitsem.

Są na „Heroes” także kompozycje oryginalne. Nelson nagrał je ze swoim synem Lukiem. Gościnnie występują tu także gwiazdy współczesnej muzyki, takie jak Snoop Dogg, Ray Price czy Sheryl Crow, choć sam Nelson mówi, że największą radość w życiu sprawia mu obecnie granie na scenie z własnymi dziećmi. Ta współpraca na płycie wychodzi lepiej lub gorzej, ale to świetny album na leniwe popołudnia na tarasie lub deszczowe wieczory.

Willie Nelson, „Heroes”, Sony Music Entertainment