Zbigniew Preisner „Requiem dla mojego przyjaciela”

Materiały prasowe

Trudno pisać o muzyce Zbigniewa Preisnera bez odwoływania się do tematu kina. W końcu to jemu zawdzięczamy niepokojący, przesycony metafizyką świat dźwięków z filmów Krzysztofa Kieślowskiego.
Mrożąca krew w żyłach i zachwycająca jednocześnie aria z „Podwójnego życia Weroniki”, nagradzana najważniejszymi wyróżnieniami ścieżka dźwiękowa do „Trzy kolory: Czerwony” lub wyważone motywy z „Dekalogu” to już klasyka światowej muzyki filmowej. Dwuczęściowy album pt. „Requiem dla mojego przyjaciela” w zamierzeniu był czymś zupełnie innym. Pomysł na wielkie koncertowe widowisko, zainspirowane tragedią antyczną, powstał jeszcze za życia reżysera i również dzięki niemu. Niestety realizację projektu przerwała nagła śmierć Kieślowskiego. W ostateczności powstał więc rozbudowany, żałobny, śpiewany po łacinie i po polsku modlitewny lament zadedykowany wielkiemu twórcy kina. Teksty złożone w większości ze starotestamentowych psalmów, wyśpiewane ulubionym przez Preisnera chórem, składają się na kontemplacyjną, mistyczną kompozycję, której należy słuchać w skupieniu.

reklama

Druga część albumu, zatytułowana kontrastowo „Życie”, to piękna muzyczna podróż po ścieżce ludzkiej egzystencji, również osnuta wokół motywów biblijnych (m.in. Księga Koheleta). Całe „Requiem” zapewnia cierpliwym słuchaczom i zwolennikom muzyki poważnej duchowe przeżycia, silnie naznaczone znanym z filmów Kieślowskiego, intuicyjnym mistycyzmem.

Sony Music