„Na początku był dom” w Teatrze Wybrzeże

„Na początku był dom” w Teatrze Wybrzeże

Dom zwykle bywa początkiem i końcem wszystkiego. Podobnie jest w sztuce Doris Lessing wystawianej na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże.
Myra (rewelacyjna, zrośnięta z postacią Dorota Kolak) – tytułowa bohaterka, kiedyś piękna kobieta, to alter ego samej Doris Lessing. Dziś pani już po pięćdziesiątce, nadal w pretensjach i uwikłana w rozliczne romanse, jest bez reszty zaangażowana w życie społeczne. Dlatego rezygnuje z pracy i usuwa sobie z drogi wszystko i wszystkich, którzy mogą jej w tej pasji przeszkodzić, w tym syna Tony’ego. (W tej roli Piotr Domalewski, który dzielnie radzi sobie z intensywną grą aktorki i tworzy wiarygodną postać pełnego wdzięku nieudacznika po trzydziestce). Tony powraca z ulgą z wojska do ukochanego domu. W swoim pokoju napotyka młodego kochanka matki, Sandy’ego( Piotr Chys), a na kanapie tuż obok – byłego mężczyznę jej życia (świetny jak zawsze Mirosław Baka jako wiecznie zdehumorowany i cyniczny Philip). Z obecną narzeczoną, nieszczęśliwą Rosemary (Marta Herman) u boku, naiwną do bólu. Aż do czasu dramatycznego finału dramatu.

reklama

Tak w skrócie można by streścić dramat noblistki sprzed kilku lat. Po raz pierwszy wówczas (premiera Teatru Wybrzeże miała miejsce w 2011 roku) wystawiany na polskiej scenie. Inscenizacji tego świetnego i ironicznego tekstu podjęła się Anna Augustynowicz. Powstał spektakl zwarty, dynamiczny i bardzo ascetyczny. Towarzyszy mu skromna scenografia: ogromna kanapa, kilka wieszaków i bardzo dynamiczna muzyka, który wraz z gasnącym i zapalającym się światłem precyzyjnie wyznacza rytm gry. Powstaje wrażenie zręcznego montażu wewnętrznego poszczególnych scen, które szybko przenikają się na naszych oczach.

Spektakl Augustynowicz mówi o wielu ważnych sprawach dla nas wszystkich: o przemijaniu, bolesnych rozstaniach, trudnej relacji matki z synem, o braku sensu i szukaniu go na oślep w ramionach mężczyzn albo w problemach i kłopotach innych – wszystko po to, aby uciec od siebie i własnych traum. To oczywiście jest droga donikąd i musi prowadzić do trudnego końca. Sztuki na szczęście a nie życia.

Lessing hipnotyzuje umiejętnością mówienia o rzeczach najtrudniejszych z niebywałym ironicznym dystansem i mądrością zarazem. Aktorzy grają bardzo dobrze, ponieważ są świetnie prowadzeni i naturalnie czują swoje postaci. Widownia, jak zawsze pełna w tym teatrze, reagowała żywo. Widzowie powoli opuszczali teatr, zamyśleni, bo długo po opadnięciu kurtyny nie sposób przestać myśleć o tym przedstawieniu, tak chwilami podobnym do naszego codziennego świata.

To przedstawienie trzeba po prostu zobaczyć.

„Na początku był dom”, Doris Lessing, przekł. Małgorzata Semil, reż. Anna Augustynowicz, premiera 28 października 2011 Teatr Wybrzeże, Scena Kameralna w Sopocie