Nie chcieliśmy zrobić filmu politycznego – mówią reżyserzy „Ja, Olga Hepnarova”

Z Petrem Kazdą i Tomášem Weinrebem, reżyserami i scenarzystami filmu „Ja, Olga Hepnarova”, rozmawia Marcin Zawiśliński.


Z Petrem Kazdą i Tomášem Weinrebem, reżyserami i scenarzystami filmu „Ja, Olga Hepnarova”, rozmawia Marcin Zawiśliński.

ja_olga_hepnarowa_plakat2_1080x1920Kto to jest Prugelknabe?

Petr Kazda: Po niemiecku to znaczy „chłopiec do bicia”. W dawnych czasach, kiedy na szlachcicu miała zostać wykonana jakaś kara, zamiast niego, wykonywano ją właśnie na takim chłopcu do bicia.

Dla Was kimś takim jest Olga Hepnarova. Dlaczego właśnie o niej postanowiliście nakręcić pełnometrażowy debiut fabularny?

Petr Kazda: Odpowiedź jest prosta i trudna jednocześnie. Olga zaintrygowała nas jako osoba, która w sensie metaforycznym, cierpi za cały świat. Takich postaci w Czechach w zasadzie nie ma. W Syrii czy Iraku, gdzie obecnie terroryzm jest na porządku dziennym, takie historie pisałyby się same. U nas to na szczęście wyjątek. Zaciekawiło nas również to, że Olga nie poprzestała tylko na słowach, ale zdecydowała się także działać. Przeczytaliśmy też, wydany po raz pierwszy w 2003 roku, reportaż kryminalny Romana Cilka „Ja, Olga Hepnarova”. Dopiero potem zaczęliśmy pracę nad scenariuszem.

Na ile różni się on od książki Romana Cilka?

Tomáš Weinreb: Publikacja Cilka to rzetelnie udokumentowana literatura faktu. Oprócz informacji o samej Oldze Hepnarovej znajdują się tam również informacje o jej rodzinie oraz znajomych z tamtych lat, są też dokumenty sądowe. My, pisząc scenariusz, poszliśmy podobną drogą. Także sięgnęliśmy po akta sądowe. Rozmawialiśmy też z jej ówczesnymi kolegami i koleżankami. Natomiast film jest naszą autorską, subiektywną wypowiedzią na temat Olgi Hepnarovej oraz tego, co zrobiła. To fundamentalna różnica między scenariuszem a książką.

W ubiegłym roku minęło 40 lat od wykonania kary śmierci na Oldze Hepnarowej (ostatniej takiej egzekucji w Czechosłowacji). To zbiegło się w czasie z premierą filmu w Czechach. Przypadek?

Tomáš Weinreb: Przystępując do pracy nad tym filmem, mieliśmy oczywiście świadomość, zarówno zbliżającej się rocznicy jak również tego, że w 2013 roku minęło także 40 lat od samej tragedii, do której doprowadziła Olga, w wyniku której zginęło 8 osób, a wiele zostało rannych.

My zabraliśmy się za ten temat dopiero kilka lat temu (kiedy?), bo w czasach komunizmu z wiadomego powodu nie było to możliwe. W przeszłości wielu czeskich reżyserów też przymierzało się do zrobienia o tym filmu (np. Věra Chytilová).

My od samego początku świadomie odcięliśmy się od obu rocznic. Temat, którego egzemplifikacją jest postawa i działanie Olgi Hepnarovej, również dziś nie traci na aktualności. Łączy w sobie wiele wątków. W naszym rozumieniu jest to opowieść o samotnym człowieku, który w dodatku nie jest w stanie dokonać refleksji nad sobą oraz nad otaczającym go światem. Nie potrafi żyć z kimś w związku uczuciowym, ma problemy psychiczne i rozwiązuje je w ekstremalny sposób. Realizując ten film zależało nam jednak na unikaniu nawiązań, zarówno do polityki jaki i do religii.

Jak postrzegano sprawę Olgi Hepnarovej w latach 70. , a jak teraz, już po pokazach Waszego filmu w Czechach?

Tomáš Weinreb: Rzecz w tym, że niewiele osob w ówczesnej Czechosłowacji wiedziało, co tak naprawdę się wydarzyło. Pojawiły się tylko krótkie informacje w prasie. Władze komunistyczne wyciszyły całą sprawę, a potem przez lata świadomie zamiatały ją pod dywan. To, co zrobiła Olga, traktowały jako czyn przeciwko całemu społeczeństwu, a wtedy było to oczywiście dorozumiane jako czyn przeciwko socjalistycznemu społeczeństwu.

Nasz film jest taką drugą falą informacji o Oldze Hepnarovej i jej zachowaniu. Pierwszą była wspomniana już książką Romana Cilka. Jednak jako że ludzie czytają dziś mało, to dopiero pokazy w kinach wywołały większe zainteresowanie i szerszą dyskusję wśród Czechów. A nam zależało na tym, aby czyn Olgi nie został przez widzów odebrany ideologicznie. I tak też na szczęście się stało.

Nie chcieliśmy zrobić filmu politycznego.

A jaki?

Tomáš Weinreb: O młodej, samotnej dziewczynie, która nie była w stanie żyć ani sama, ani w społeczeństwie. Gdyby to potrafiła, pewnie nie dokonałaby tak okrutnego czynu. W filmie stopniowo odkrywamy pęknięcia, jakie w niej są. Problemy psychiczne i rodzinne. Dowiadujemy się, że jest lesbijką. Z upływem czasu sama się przed nami otwiera (choćby poprzez pisane przez siebie listy), ale tylko troszeczkę. My też dajemy tylko wskazówki,jak można interpretować jej zachowanie. Nie udzielamy jednak odpowiedzi.

Cztery dekady temu, to co zrobiła Olga – co sami również podkreślacie – było czynem przeciwko socjalistycznemu państwu, swoistym zderzeniem jednostki z opresyjnym systemem, w którego ramach się nie mieściła. Dzisiaj postawa młodej dziewczyny z Pragi wydaje się mieć bardziej uniwersalny, ponadczasowy wymiar.

Petr Kazda: To może być jedna z interpretacji, ale pamiętajmy, że czyn Olgi, to była też zbrodnia przeciwko ludzkości. Można jej postawę zrozumieć, ale nie da się jej obronić.

Tomáš Weinreb: Niektórzy nazywają ten czyn filozoficznym morderstwem. Tak naprawdę Olga popełniła rozszerzone samobójstwo, o czym sama mówiła podczas procesu. Na jej twarzy widać tę samą dumę, którą teraz możemy zaobserwować u niektórych terrorystów. Zachowanie Olgi wytłumaczyłbym słowami surrealistów, którzy mówili, że naturalnym działaniem zdesperowanego człowieka to wyjść i strzelać do ludzi. Również Jean-Paul Sartre pisał o egzystencjalnym kryzysie społeczeństwa. Jeżeli poszlibyśmy tym tropem rozumowania, to uświadomilibyśmy sobie, że Olga tworzyła sobie własny kodeks cywilny, nie zwracając zupełnie uwagi na to, co ludzkość wypracowała już wcześniej przez tysiąc lat. W tym sensie można ją postrzegać jako „megalomańskiego wariata”.

W filmie jej stany emocjonalne znakomicie interpretuje wschodząca gwiazda polskiego kina Michalina Olszańska.

Petr Kazda: Szukaliśmy kogoś, kto byłby dziki i kruchy zarazem. W tym sensie Michalina okazała się strzałem w dziesiątkę. Spełniła wszystkie nasze oczekiwania.

Nawet językowe? To, że grała po czesku nie stanowiło żadnego problemu?

Petr Kazda: Gdyby uczyła się tego języka 2-3 lata, to pewnie mówiłaby dużo lepiej, ale my nie mieliśmy na to aż tyle czasu. Poza tym, Michalina musiała tylko opanować swoje dialogi i poradziła sobie z tym zadaniem znakomicie.

Czarno-białe zdjęcia, znakomicie oddające klimat czasów, w jakich toczy się akcja, zrealizował – znany i ceniony już na czeskim rynku – polski operator Adam Sikora.

Tomáš Weinreb: To jest profesjonalista w każdym calu. O naszej współpracy na planie i poza nim moglibyśmy napisać książkę. Bywały oczywiście trudne momenty. Nasza współpraca była dość skomplikowana, ale też bardzo owocna.