Odszedł Wojciech Fangor – malarz przestrzeni

fot. Rafał Masłow

3 listopada na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach został pochowany wybitny polski malarz Wojciech Fangor. Zmarł w niedzielę 25 października. 15 listopada obchodzilibyśmy jego 93 urodziny.


3 listopada na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach został pochowany wybitny polski malarz Wojciech Fangor. Zmarł w niedzielę 25 października. 15 listopada obchodzilibyśmy jego 93 urodziny.

reklama

W 2014 roku Wojciech Fangor otrzymał nagrodę im. Cybisa. Jedno z najważniejszych wyróżnień artystycznych w Polsce. Dla wielu było to zaskoczenie, że dopiero teraz. 5 listopada z tej okazji otwiera się wystawa w Domu Plastyka w Warszawie. Aranżacja wystawy została zaprojektowana przez samego artystę. Miał zwyczaj komponować własne prezentacje. Los sprawił, że będzie to wystawa odbywająca się w wyjątkowych okolicznościach. Wyjątkowo smutnych.

Wojciech Fangor urodził się w 1922 roku w Warszawie. W dzieciństwie oddawał się swoim dwóm pasjom: sztuce i astronomii. Sztukę wybrał jako drogę życiową, ale astronomii nigdy nie porzucił. Powidoki tych fascynacji widać również w jego malarstwie. Podróże po Polsce i Europie, znakomici nauczyciele poezji, literatury, doświadczanie różnych aspektów sztuki, pozwalały mu na dogłębne poznawanie kultury. Rozległe zainteresowania i szeroka wiedza przekładały się na jego twórczość.

W latach 40. studiował zaocznie u Tadeusza Pruszkowskiego, a później Felicjana Szczęsnego Kowarskiego. Dyplom otrzymał w 1946 roku. Zaraz po wojnie jego obrazy cechowały się kubistycznym rysem – pejzaże, martwe natury, portrety. Nie był to dla niego okres satysfakcjonujący, z dużą łatwością powrócił do malarstwa realistycznego. Przełom lat 40. i 50. był czasem, gdy Fangor oddał się sztuce propagandowej, skupiając się głównie na twórczości plakatowej. Był jednym z twórców Polskiej szkoły plakatu. Lata odbudowy powojennej Polski, zarówno fizycznie, jak i mentalnie, były niezwykle twórczym okresem w sztukach. Zachłyśnięcie się radosną wizją odradzającego się kraju, nowymi możliwościami i wydawałoby się nieograniczonymi możliwościami, skutkowały wieloma nowatorskimi projektami. W tym okresie Wojciech Fangor nawiązał współpracę z kilkoma architektami, m.in. Oskarem Hansenem, Zbigniewem Ichnatowiczem i Stanisławem Zamecznikiem. Najważniejszym efektem tych działań, mającym niepodważalne znaczenie nie tylko dla sztuki polskiej, ale dla sztuki współczesnej w ogóle, było “Studium przestrzeni” z 1958 roku, stworzone wraz z Zamecznikiem. Instalacja ustawionych przestrzennie obrazów, stawała się pełnym dziełem sztuki dopiero w momencie jej odbioru przez przechodzących pośród prac widzów. Cienie rzucane przez publiczność, relacja przestrzenna pomiędzy obrazami i widzami, stała się otwartą formą ciągłych zmian. Działanie nastawione na interwencję w zastaną przestrzeń w historii sztuki zostało nazwane enviromentem, a Fangor wraz z Zamecznikiem , stali się jednymi z prekursorów tej dziedziny. Wszystkie późniejsze działania Fangora były kontynuacją tego dzieła.

Po entuzjastycznych latach, sytuacja w kraju zaczęła się diametralnie zmieniać. Cenzura, układy polityczne, narastający niepokój dotknęły również artystów. Na początku lat 60. Fangor zdecydował się wyjechać z Polski. Po kilkuletnich podróżach po Europie, osiadł na długie lata w Stanach Zjednoczonych. Na ten okres przypada najbardziej intensywny okres jego pracy. Powstają hipnotyzujące wielokolorowe abstrakcje, “wychodzące” poza ramy obrazów, wkraczające w otaczające ją przestrzeń. W roku 1965, został zaproszony do wzięcia udziału w konstytuującej op-art jako odrębny nurt w sztuce, wystawie w MoMA “Responsive Eye”. Tym samym został włączony do grupy artystów poruszających w swojej sztuce temat iluzji wizualnej, gry z percepcją. Nigdy jednak do końca nie zgodził się z zaszufladkowaniem. Jego sztuka była czymś więcej niż tylko złudzeniem oka. Dotyczyła przede wszystkim przestrzeni obrazu. Ukoronowaniem tego niezwykłego okresu była indywidualna wystawa w Guggenheim Museum w Nowym Jorku w 1970 roku. Jak do tej pory nie udało się tego osiągnąć żadnemu innemu Polakowi. Na wystawie pokazano 34 prace, w tym wielkoformatowe prace malowane specjalnie na tę okazję.

Od lat 70. w jego obrazach zauważalny jest kolejny zwrot, tym razem do relacji przestrzennych zamkniętych w obrazie. Lata 80. to serie zwane “obrazami telewizyjnymi”, w których Fangor wyrażał swoją fascynację światłem telewizorów zalewających pomieszczenia. Od tamtego czasu, w pracach pojawia się co raz więcej form realistycznych, cytatów z innych obrazów, jednak cały czas obrazy te dotyczą w jakiś sposób przestrzeni. Po trzydziestu latach spędzonych na emigracji, zdecydował się w 1999 roku wrócić do Polski. Początek lat 2000 był kolejną fazą wzmożonej twórczości, tzw. “okres palimpsestowy”, reinterpretujący dawne szkice. Jednym z ostatnich projektów artysty, są dekoracje ścienne II linii warszawskiego metra.

Wojciech Fangor był jednym z bardziej rozpoznawalnych polskich artystów poza granicami kraju. Od kilku lat zainteresowanie jego pracami wzrasta. Na zakończonych w zeszłym tygodniu targach Frieze, londyńska galeria Mayor Gallery w sekcji Masters, zaprezentowała indywidualną prezentację sześciu wybranych prac artysty: “Six Paintings from the Sixties”. To kolejny dowód, że abstrakcjonistą co raz mocniej interesują się nie tylko kolekcjonerzy z Polski. Prace zaczęły osiągać bardzo wysokie ceny na aukcjach, jak i na rynku galeryjnym. Na początku października w ciągu dwóch dni został dwukrotnie pobity rekord cenowy za jego pracę. Najpierw Polswiss sprzedał obraz “M64” z 1970 roku za 719.800 PLN, a dwa dni później Desa Unicum również pracę z 1970 roku “M58” za kwotę 923 tys. PLN, tym samym ustanawiając najwyższą cenę za obraz tego artysty na świecie.

Ostatnie lata swojego życia Wojciech Fangor spędził w wyremontowanym starym młynie w Błędowie. Na piętrze budynku znajdowała się duża pracownia artysty, w której do ostatnich dni malował obrazy, projektował rzeźby i instalacje przestrzenne. Praca była całym jego życiem. W domu przyjmował licznych gości przyjeżdżających, by choć na chwilę móc porozmawiać z mistrzem, posłuchać jego ciepłego, głębokiego głosu. Fangor siadał w swoim ulubionym drewniany fotelu, ustawionym w sąsiedztwie kolorowego, malowanego pieca, między nogami przemykały ukochane koty, na stole niby od niechcenia znajdowały się przysmaki. Trudno było stamtąd wyjść. Wojciech Fangor chętnie opowiadał długie historie z czasów pobytu w Nowym Jorku, spotkaniach z postaciami znanymi nam z kart podręczników do historii sztuki. Wspominał dom w Santa Fe, w którym wraz z żoną mieszkał od 1989 roku, gdzie wybudował własne obserwatorium astronomiczne, by móc oddawać się swojej drugiej pasji. Jednak częściej zamiast do przeszłości, sięgał do przyszłości wysuwając dalekie plany kolejnych wystaw, publikacji i projektów miejskich. Odszedł artysta wybitny, ale i wspaniały człowiek. Pozostawił po sobie na szczęście część siebie w rzeczach nieprzemijalnych tak szybko, jakimi są jego obrazy.