„Ojciec” w Teatrze Ateneum

fot. Krzysztof Bieliński/Teatr Ateneum

Kto lubi wzruszenia, ale te prawdziwe a nie udawane  emocje – powinien koniecznie zobaczyć spektakl w reżyserii Iwony Kempy z Marianem Opanią w roli głównej.

Przedstawienie opowiada historię starzejącego się ojca, który zaczyna tracić w życiu wszystko: pamięć, kontakt z bliskimi, szacunek i dobra materialne także. Powoli córka – Anne (uważna i skupiona na grze Magdalena Schejbal) i jej partner – Pierre (jak zawsze świetny i narysowany mocną kreską Przemysław Bluszcz) przestają go słuchać i wszystkie dotyczącego go sprawy omawiają bez udziału zainteresowanego. Anne początkowo walczy o ojca, stara się uchronić go przed nieuchronnym zamknięciem w szpitalu tak długo jak to długo będzie możliwe. Ale jej życie biegnie swoim rytmem. Jest rozwiedziona, właśnie poznała Pierre’a i chce mieć czas na rozpoczęcie nowego życia. W dodatku z dala od Paryża – w Londynie. „W imię dobra” ojca powoli przejmują całkowitą kontrolę nad życiem starszego panam, który – nie sposób pozostać wobec tego obojętnym – dzielnie walczy o swoją tożsamość, nawet gdy poza szpitalnym łóżkiem nic więcej mu nie pozostaje.

reklama

Rola André jest wielkim popisem gry Mariana Opani. Opania powoli pokazuje widzowi rozpad osobowości i utratę godności starego człowieka. Mimo ciężaru tematu gra wyraziście i lekko. Tylko aktorzy o takiej wrażliwości i z taką techniką gry potrafią drobnym gestem pokazać irytację, ból, rezygnację z walki i ogrom ludzkiego cierpienia. W André jest też niezgoda na przemijanie i stratę młodszej córki – Elizy, która kila lat wcześniej zginęła w wypadku, i wielka tęsknota za nią. Złość i smutek, mieszają się ze śmiechem i radością, jak chociażby w scenie tańca z opiekunką Laurą.

Reżyserka taktownie pokazała nam rozpad rodziny, która jak w  labiryncie pełnym pułapek krąży po mieszkaniu, bez ustanku na siebie wpadając i nie umiejąc się porozumieć. Znacząca jest m.in. scena tańca w rytm muzyki bez słów, gdy już wiadomo, że na pojednanie córki z ojcem i partnerem nie ma żadnej szansy. (Muzyki świetnej, jak zawsze w spektaklach Kempy). Rytm spektaklu wtedy ożywa na chwilę, by zaraz potem spuentować historię mocnym, dramatycznym finałem.

Nie lubię owacji na stojąco w teatrze, ale zgotowana tego wieczoru Marianowi Opani przez widzów była oczywistością. Aktor pogroził wszystkim palcem na pożegnanie, jakby chciał powiedzieć: uważajcie na siebie i zachowujcie się! No właśnie.

„Ojciec” Florian Zeller (przekł. Bogusława Frosztęga), reż. i oprac. muzyczne Iwona Kempa, premiera 8 kwietnia 2017 Teatr Ateneum Warszawa