„Płatonow” w Teatrze Wybrzeże

Płatonow, Scena Kameralna Teatru Wybrzeże

Dramat w tłumaczeniu Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej brzmi chwilami bardzo współcześnie. Zadziornie. Oryginalny i sprawnie poprowadzony przez reżysera nowy sposób na dramat Czechowa początkowo mnie zszokował. Ale później mu uległam.
Grzegorz Wiśniewski, reżyser spektaklu na sopockiej scenie Teatru Wybrzeże, który zajmuje się rosyjskim dramaturgiem od dawna, ciężar odpowiedzialności za upadek Michał Płatonowa, wiejskiego nauczyciela uwikłanego w licznie romanse, przerzucił na kobiety. Silne kobiety zgubiły swego kochanka? Może i tak…

reklama

Wejście tytułowego Płatonowa na scenę jest bardzo mocne, pojawia się, grając na saksofonie. Jest zupełnie inny niż dotychczasowe sceniczne wersje postaci. W skórzanej kurtce do kolan, białej koszuli i z włosami zebranymi w kitkę mógłby spokojnie zasiąść na warszawskim „placu hipstera”
i podrywać dziewczyny. W spektaklu jest oczywiście inaczej – to kobiety prowadza go na skraj przepaści. A on, ulegając im, usiłuje odnaleźć siebie. Bez skutku.

Bardzo estetyczne i sensualne są duety Płatonowa z Anną (Magdalena Boć).
 Aktorka obdarzona jest pięknym, scenicznym głosem i typem charyzmy, który zapewnia jej skupienie uwagi widza. Dobrze radzi sobie w scenach uwodzenia z Płatonowem, a jej nagość jest naturalna. Te obrazy zapadają w pamięć na długo. 
Świetna jest wyemancypowana Maria (Katarzyna Z. Michalska), której nagły poryw namiętności do Płatonowa nie przeszkadza w pokazaniu całemu światu, że i tak to ona trzyma wszystkie karty w ręku. Stosunkowo najmniej wyrazista jest eteryczna Sonia (Katarzyna Dałek), ale tak ta postać została przez Czechowa napisana. Sasza (Monika Chomicka – Szymaniak) jest mocną, kontrastową wobec Soni kobietą. To postać bardzo wiarygodna psychologicznie. Twarda i równocześnie wrażliwa wydaje się bardzo współczesna. Takie ciche bohaterki spotykamy co dzień. Cierpliwe żony, opiekunki przymykające oczy na wszystko, które walczą o swoją rodzinę i
 któregoś dnia po prostu nie wytrzymują napięcia. I giną. Wreszcie sam Płatonow (Michał Jaros), oberwało mu się od recenzentów. Moim zdaniem niesłusznie. Dzielnie radzi sobie z przewalającym się przez scenę oceanem namiętnej kobiecości. To, że jest słaby i uległy, jest dla mnie oczywiste. Obronił jednak postać. Starał się, jak sądzę, pokazać walkę mimo wszystko, do końca.

Kilka słów należy poświęcić scenografii Barbary Hanickiej. Pęknięte serce dzwonu, neon z knajpy, kilka szezlongów, fortepian.
 Z tego pozornego bezwładu wykreowała świat pełen sprzeczności, nostalgii, nudy i nieszczęścia. Jak to u Czechowa… Śpiewane sceny nie bardzo mi się podobały, ale rozumiem, że reżyser chciał nimi przełamać pewien schemat. Na szczęście dynamizm pierwszego aktu ustępuje powoli spowolnieniu i nostalgii w akcie drugim. A ten w moim przekonaniu jest bardzo tęskny i rosyjski. Prawdziwe Czechowowski.

Oglądając spektakl, miałam ciągle w tyle głowy frazę z wiersza Grzegorza Kwiatkowskiego, młodego poety zajmującego się także kontaktami z mediami w Teatrze Wybrzeże:

SPALANIE
(…)

tak to już jest/żadnych wyrzutów sumienia/nowe życie spycha i dopala stare/ energia energia/ spalanie spalanie

„Spalanie”, Grzegorz Kwiatkowski, Biuro Literackie, Wrocław 2015

Po obejrzeniu „Płatomowa” w reżyserii Wiśniewskiego w świadomości widza już na zawsze pozostaje wrażenie nieuchronności zdarzeń i konieczności życia dalej mimo wszystkich tragedii. A to niemało.

„Płatonow” Antoni Czechow, przekład Agnieszka Lubomira Piotrowska, reż. Grzegorz Wiśniewski, premiera: 26 października 2013 Scena Kameralna Teatru Wybrzeże