„Przedwiośnie” w Teatrze Wybrzeże

Teatr Wybrzeże



„Przedwiośnie” bierze udział w II etapie Konkursu „Klasyka żywa”, organizowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego. Produkcja spektaklu została dofinansowana w ramach Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka żywa” realizowanego z okazji obchodów 250-lecia teatru publicznego w Polsce. Premierze towarzyszyły wielkie oczekiwania. Trudnego zadania adaptacji tekstu i reżyserii podjęła się Natalia Korczakowska.

reklama

Przedstawienie rozpoczyna się mocnym akcentem narodzin Cezarego Baryki (Piotr Biedroń) z wielkiej kępy trawy podwieszonej pod sufitem. Potem śledzimy dynamicznie pokazane losy bohatera i jego tułaczkę aż do bolesnego zetknięcia z mityczną Nawłocią, gdzie gości na zaproszenie Hipolita Wielosławskiego, szlachcica, któremu uratował życie w czasie wojny polsko-bolszewickiej. Zmaganiom mężczyzn i kolejnym miłosnym fascynacjom Baryki towarzyszy przepiękna scenografia i gra świateł. Na uwagę zasługuje także kreacja Laury (Katarzyny Kaźmierczak). W końcu fabuła powieści ustępuje miejsca publicystyce. Reżyserka każe aktorom tańczyć, śpiewać, biegać, przebierać się na scenie, pojawiać się i znikać w zapadni scenicznej – tłum bohaterów dosłownie rozsadza scenę.

Jednak im więcej zabiegów formalnych, tym bardziej spektakl traci na dynamiczności. A przede wszystkim znika dobry kontakt z widzem, który artystka nawiązała umiejętnie na początku widowiska. Dlaczego tak się dzieje? Otóż chyba należy sobie zadać pytanie: po co nam dziś „Przedwiośnie”? Czym są szklane domy? Jakiej przemiany potrzebuje Polska w obliczu sytuacji na wschodzie? Ten wątek jest w spektaklu mocno eksponowany w związku z ukraińskim pochodzeniem Wandy (Justyna Bartoszewicz). Jej sceny z pękniętym fortepianem na proscenium na długo zapadają w pamięć.

Żeromskiego można nie lubić, ale trzeba oddać oddać mu wrażliwość i jakość warsztatu pisarskiego. Ale dziś, gdy bardziej do nas przemawia ze sceny Masłowska, trudno chyba nadać mu współczesny rytm i dynamikę. Dlatego zapewne Korczakowska postanowiła włączyć do widowiska także wątki publicystyczne.

Dla nas kapitalizm i demokracja to nadal rzeczy święte, niepodlegające dyskusji. „Zabrakło nam Żeromskiego, który potrafił(by) patrzeć krytycznie na świeżo odzyskaną niepodległość. Wolność, mimo że krucha, zobowiązuje do odpowiedzialności obywatelskiej. Adaptacja Przedwiośnia na scenę jest dziś apelem o taką odpowiedzialność, przede wszystkim o odzyskanie idei równości, którą poświęciliśmy. A tego, według Żeromskiego, robić nie wolno”, mówi reżyserka. Na scenie nie zabraknie więc symbolu niezawisłości – Marszałka Piłsudskiego, a także historycznego exposé Mazowieckiego z 1989 roku, podczas którego pierwszy premier w niepodległej Polsce niespodziewanie zasłabł. W drugim akcie pojawia się wątek całkiem już współczesny – brak perspektyw dla młodego pokolenia, które emigruje zarobkowo. Znika powieść polityczna, pozostaje odwieczny temat: dokąd zmierzamy my, Polacy rozdarci pomiędzy własnymi podziałami i nie tak silną jak nam się wydawało Europą?

Ponieważ zespół Teatru Wybrzeże jest bardzo dobry, zgrany ze sobą i świetnie sobie radzi z trudną choreografią i warstwą muzyczną, to finalnie udaje mu się ocalić także teatralność i magię spektaklu. Sądzę jednak, że przy zachowaniu większej dawki realizmu i skupieniu się tylko na tym,co Żeromski idealista może nam dziś powiedzieć ze sceny, widowisko znacznie zyskałoby na klarowności. Teatr Wybrzeże ma wiernych i wyrobionych widzów, ale ci chyba oczekiwali od reżyserki tej klasy czegoś więcej. Lub raczej czegoś mniej formalnego, a bardziej przejrzystego i świeżego.

Mimo wszystko zachęcam do oglądania spektakli na Wybrzeżu. Poznałam ekpię techniczną malutkiej sceny w Sopocie oraz aktorów obu scen. Oni naprawdę kochają teatr i bardzo wiele potrafią dla swojej pracy poświęcić. Grają i pracują z sercem. I to zaangażowanie się czuje.Także w kuluarach obu trójmiejskich scen.

„Przedwiośnie”, Stefan Żeromski, adapt. i reż. Natalia Korczakowska. Premiera 14 marca 2015, Teatr Wybrzeże, Duża Scena