„Red” w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Recenzja

Kasia Chmura-Cegiełkowska

Od połowy listopada na małej, ale wysoko zawieszonej scenie Teatru Dramatycznego w Warszawie możemy oglądać sztukę pt. „Red” autorstwa Johna Logana. To jemu zawdzięczamy scenariusze do filmów, które stały się kasowymi hitami: „ Aviator”, „Gladiator” czy „Skyfall”. Trudno wyrokować, czy sztuka zostanie doceniona przez teatralną publiczność, ale można przypuszczać, że tak. Są powody.

RED, Teatr Dramatyczny, fot.Daniel Rudzki

reklama

Chciałbym uniknąć zdradzania szczegółów, więc napiszę tylko to, co konieczne. Pierwsze wrażenie – absolutny minimalizm. Ta zasada konstrukcyjna rządzi na scenie i odnosi się zarówno do liczby aktorów, scenografii, jak i wypowiadanych słów. Zacznijmy od bohaterów dramatu. Jesteśmy oto świadkami pierwszego spotkania Mistrza – Marka Rothko (w tej roli Janusz Nowicki), przedstawiciela amerykańskiego ekspresjonizmu abstrakcyjnego oraz młodego, ambitnego i, mogłoby się zdawać, niedouczonego studenta, aspirującego do roli artysty (Julian Świeżewski). Na scenie zapowiadane minimum: blejtramy, stół z malarskimi akcesoriami, krzesło, drabina. Ta scenograficzna oszczędność sprawia, że aktorzy nie mogą schować się za rekwizytem. Widownia ma ich na wyciągnięcie ręki, co dla artysty nie jest zapewne sytuacją komfortową. Doskonale widać każdy grymas, każde wahanie w wypowiadanej kwestii, każde potknięcie. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na drobiazg (pozornie), który w tym przedstawieniu spełniał rolę niebanalną – oświetlenie. Znakomita reżyseria światłem, półcieniem i ciemnością sprawiła, że poszczególne elementy scenografii włączane były w tok spektaklu tylko wówczas, kiedy miały wspierać konkretne partie tekstu.

Historia jest prosta. Uznany artysta malarz przyjmuje do pracy chłopaka. Jak sam podkreśla – nie na czeladnika, a na pomocnika, chłopca na posiłki. Szybko odkrywa, że młody adept sztuki ma liczne, czasem wręcz kompromitujące, erudycyjne braki, co początkowo uznaje za fakt dyskwalifikujący. Jednak, ku zaskoczeniu mistrza, dyskusje stają się coraz bardziej żywiołowe i merytoryczne. Uczeń nie ma wiedzy książkowej, ale cechuje go naturalne poczucie smaku oraz – rzadka cecha u artystów – zdrowy rozsądek. Choć jesteśmy świadkami dialogów i monologów, równie ważna jest tu cisza, która staje się istotnym elementem kompozycji i środkiem artystycznej ekspresji. Zderzenie dwu skrajnych światów jest na tyle interesujące, że z dużym opóźnieniem zdajemy sobie sprawę z tego, iż cały czas dotykamy tylko teorii: rozmowy, puste blejtramy, zestawy farb. Brak obrazów. Zarówno tych gotowych, jak i tych niewykończonych. Okazuje się, że jesteśmy świadkami niemocy, przytłaczającej bezradności, złamanej potęgi i wewnętrznej siły, która niegdyś napędzała artystyczny motor mistrza.

Widzowie spektaklu spodziewają się, że będą raczej świadkami edukacji młodego adepta sztuki, jego rozwoju pod czujnym okiem uznanego i cenionego twórcy. Ale relacja rozwija się inaczej. To młody artysta – swoją bezkompromisową postawą i przekonaniami – sprawia, że w mistrzu następuje przełom. Na scenie otrzymujemy jego symboliczną realizację. Malarz rezygnuje z charakterystycznych dla siebie ciemnych barw i przyjmuje czerwień, która była forsowana przez jego pomocnika. Dopiero w tym miejscu dochodzi do porozumienia. Na naszych oczach powstaje czerwone dzieło na cztery ręce. Delikatny akcent brązu wygląda jak stara sygnatura na nowym obrazie mistrza.

Okazuje się, że artysta nie jest aż takim kabotynem, na jakiego pozował. Słucha swojego młodszego towarzysza i wciela w życie jego rady. Musiało go to naprawdę wiele kosztować, być może było upokarzające. Na naszych oczach przechodzi wielką przemianę, która już na początku została zasygnalizowana symbolicznym zejściem po drabinie. Mistrz schodzi z wyżyn do gminu, by być nauczycielem, ale ostatecznie sam staje się uczniem. Wszyscy ci, którzy chcą się przekonać, jaką cenę trzeba zapłacić za taką metamorfozę, powinni się wybrać do Teatru Dramatycznego na sztukę rozpisaną na dwa głosy i cztery ręce.

„RED” John Logan, reżyseria Agnieszka Lipiec-Wróblewska, premiera 21 listopada2014, Teatr Dramatyczny w Warszawie, Scena im. H. Mikołajskiej