„Rzecz o banalności miłości” w Teatrze Dramatycznym

Teatr Dramatyczny/Fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

„Raport o banalności zła” to podtytuł słynnej książki Hannah Arendt, „Eichmann w Jerozolimie”, relacji z procesu Adolfa Eichmanna, błyskotliwego wywodu o tym, jak sytuacja z nieciekawego urzędnika kreuje gorliwego zbrodniarza. W tym sensie tytuł sztuki Savyon Liebrecht jest parafrazą niezbyt trafną; miłość jak miłość, ale tu bohaterowie do banalnych nie należą.
Hannah Arendt była Żydówką, studentką filozofii; Martin Heidegger jej profesorem, jednym z największych filozofów w dziejach, przy tym człowiekiem żonatym i podatnym na hitlerowski czad. Izraelska dramatopisarka dołożyła im trzeciego uczestnika romansu, młodego Żyda zakochanego i odtrąconego; to jego syn po latach rozlicza bohaterkę, co staje się siłą napędową dramatu. Sztuka mówi o mocy uczucia wbrew logice i historii, o odpowiedzialności za czyny i myśli, o „niepoprawnych” fascynacjach intelektualnych, jej – niemieckością, jego – nazizmem. Na scenie zapełnionej jedynie stertami książek młody reżyser mądrze dał sobie radę z trudną, retrospektywną konstrukcją, wydobył gorzkie dialogowanie Arendt (Halina Skoczyńska) z młodą samą sobą, wyeksponował Heideggerowi (Adam Ferency) wykład przechodzący w wiecowy wrzask, czule zadbał o aktorskie szanse młodych, Martyny Kowalik i Mateusza Webera. Powstał świetny spektakl w starym stylu, godzien najlepszych lat Hübnerowskiego Powszechnego czy Holoubkowskiego Dramatycznego. Gratka dla stęsknionych.

reklama

„Rzecz o banalności miłości” Savyon Liebrecht, reżyseria Wawrzyniec Kostrzewski, premiera 10 stycznia 2014, Teatr Dramatyczny w Warszawie, Fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »