„Śmierć białej pończochy” w Teatrze Wybrzeże

Teatr Wybrzeże

„Śmierć białej pończochy” w reżyserii Adama Orzechowskiego wystawiona według tekstu nieco zapomnianego dramaturga Mariana Pankowskiego to najnowsza marcowa premiera w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku.

Próba wskrzeszenia odległych wątków z historii Polski na scenie to ryzykowne i trudne zadanie. Doceniam jednak, że Adam Orzechowski nie bał się takiego wyzwania i nieźle sobie z tym poradził, choć mam wrażenie, że ten tekst nie dał mu za wiele możliwości i rozwinąć się ze swadą, co obserwowałam na innych przedstawieniach w jego reżyserii . Bardzo konsekwentnie budował kolejne obrazy na scenie w scenografii z paździerza i plastiku, imitującej więzienną celę a nie pełen przepychu królewski zamek.
W tym spektaklu sporo jest na szczęście symboli i nawiązań do współczesności. I to materię przedstawienia czyni znośniejszą, choć nadal widza niełatwą w odbiorze.

Premiera miała miejsce 23. marca, kiedy w całej Polsce kobiety wyszły na ulicę, by bronić
swych praw. W tym kontekście instrumentalnie traktowana przez mężczyzn 12-letnia zaledwie królowa Polski Jadwiga (Magdalena Gorzelańczyk) dobrze radzi sobie z trudnym zadaniem, jakie jej powierzono. Naga, ostrzyżona do gołej skóry siedzi na biednym tronie, przytulając szmacianą lalkę, a niedługo potem zostanie zgwałcona przez tyrana i chama (bardzo dobry,wyrazisty i krewki Krzysztof Matuszewski – Jagiełło). Król wjeżdża na scenę na ogromnym plastikowym koniu scenę w asyście Wojów i Posłów Litewskich (w dynamicznym i chwilami dowcipnym zbiorowym wykonaniu Piotra Witkowskiego, Marcina Miodka, Grzegorza Otrębskiego i Macieja Konopińskiego). Wojowie mają sztucznie doprawione owłosione klaty i noszą skórzane spodnie, co dodaje im dzikości i grozy. Chwilami przypominają fanów agresywnego rocka, potem nawiązują do wyznawców odradzających się grup neonazistowskich. Jeśli dodamy do tego jasno podświetlony ogromny krzyż niesiony przez biskupa (Robert Ninikiewicz), to mamy pełen obraz mitu Polski silnej dzięki wierze i potężnemu i wojowniczemu władcy – ten faktycznie potrafi stanąć na czele wojska, a nie umie porozumieć się z własnym ludem.

Pisałam już o nieraz o tym, że zespól tego teatru jest naprawdę świetny, różnorodny pod względem charakterów i typów postaci. Aktorzy dobrze się rozumieją i współpracują na scenie. Potrafią śpiewać, grać na instrumentach, świetnie się ruszają i noszą kostium. Dobrze operują głosem, nie boją się nagości i obrazoburczych scen. Niby zawsze powinno tak być w teatrze, ale nie jest to powszechne.

Sceny zbiorowe są jak zawsze u Orzechowskiego świetnie wyreżyserowane: malarskie, krwiste i pełne dynamizmu. To one właśnie wraz ze znakomitymi kostiumami oraz scenografią Magdaleny Gajewskiej są najmocniejszym elementami tego spektaklu.

Na naszych oczach rozpada się zmitologizowany obraz świętej Jadwigi i dobrego władcy Władysława. To interesujące i mocne przedstawienie. Czekam na kolejne premiery na tej scenie.

„Śmierć białej pończochy”, Marian Pankowski, reż.Adam Orzechowski, premiera 23 marca 2018, Teatr Wybrzeże w Gdańsku