Spotkania: Małgorzata Szumowska

fot. Zosia Zija i Jacek Pióro

Silna. Niezależna. Konsekwentna. Jej filmy zawsze wzbudzają emocje. Uderza nimi w ciasnotę myślenia i rozbija bariery stereotypów. Jej nowy film „Twarz” właśnie ma premierę na festiwalu filmowym w Berlinie, niedługo trafi też do polskich kin.

Jacek, wybitna rola twojego męża Mateusza Kościukiewicza, traci twarz w wypadku na budowie największego w Polsce pomnika Chrystusa. Po przeszczepie wraca do swojej wsi i nie jest już tym, kim był. Choć pozornie wszyscy się starają, nie potrafią go zaakceptować. Nazywają go „ryjem”, nawet wierząca matka sprowadza do niego egzorcystę…

Ten egzorcyzm pokazałam dosłownie. Obejrzałam egzorcyzmy i to naprawdę tak wygląda, choć efekt w sumie jest komiczny. „Twarz” to film o reakcji na inność, na obcego.

Wcześniej Jacek był królem życia, miał charyzmę, wiatr w długich włosach… Ma coś z ciebie?

Ale wzbudzał też kontrowersje. Był inny, bo zawsze była w nim wolność. Ma bardzo wiele ze mnie. Jeżeli z kimś miałabym się utożsamić, to z nim. Jest podobnie zbuntowany wobec pewnych konwenansów. I jestem pewna, że swojej wolności nie straci.

Rozumie go jedynie siostra. Sama chciałaby stamtąd uciec, ale wiemy, że już za późno, nie z tym mężem, z dziećmi…

Tak, ona tam zostanie. Zawsze chciała uciec, ale za mało…

Więcej w marcowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 03/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.