Sztuka: Krwawe historie

fot. materiały prasowe

Z medycznego punktu widzenia – daje życie. Z religijnego – jest świętością. Z kulturowego – uniwersalnym symbolem naszej tożsamości. Najnowsza wystawa w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN pokazuje, że krew potrafi łączyć i dzielić. O tym, czego może nas nauczyć, a czego oduczyć jej zobaczenie, opowiada kuratorka dr Małgorzata Stolarska-Fronia.

reklama

Koncepcja wystawy „Krew. Łączy i dzieli” pochodzi z Muzeum Żydowskiego w Londynie, polska wersja jest jej poszerzeniem czy uzupełnieniem?

Poszerzyliśmy ją głównie o wątki, które będą bardziej zrozumiałe w kontekście historii polskich Żydów. Zmiana treści pociągnęła za sobą zmianę części obiektów. Mamy więc dzieła z polskiej sztuki sakralnej, które mówią o idei transsubstancjacji wina w krew Chrystusa. Idea oczyszczenia i odkupienia poprzez krew jest tym, co łączyło judaizm i chrześcijaństwo, jednak obie religie pojmowały ją w inny sposób. To, co podzieliło Żydów i chrześcijan, to bezpodstawne oskarżenia Żydów o dokonywanie mordu rytualnego na chrześcijańskich dzieciach i bezczeszczenie hostii. Te mity i przesądy wcale nie wygasły – w tej części wystawy pokazujemy historię pogromu kieleckiego, odwołujemy do dyskusji wokół obrazu z Sandomierza, a także do książki i filmu „Ziarno prawdy”.

Oryginalna wystawa składa się z czterech części, piąta – „Krew i tożsamość” – jest całkowicie nowym modułem.

W moim zamyśle miał być on podsumowaniem wystawy, a jednocześnie zachętą do głębszej refleksji, i oderwaniem się od warstwy merytorycznej, która wymaga dużego skupienia. Piąta część odwołuje się do osobistego doświadczenia zwiedzających. Ma dotrzeć do ich intuicyjnego rozumienia słowa „pokrewieństwo“, nie w sensie fizjologicznym, czyli dziedziczenia „linii krwi” po rodzicach, ale bardziej poczucia przynależności do wspólnoty kulturowej, religijnej czy rodzinnej. Ma też skonfrontować ich z pewnymi kliszami czy przekonaniami, które być może wnieśli na tę wystawę. Stąd pomysł, by w tej części znalazły się ekrany z wywiadami ze współcześnie żyjącymi polskimi Żydami – z różnych pokoleń i z różnymi doświadczeniami życiowymi i o bardzo różnym stopniu zaangażowania religijnego.

Jest takie utarte sformułowanie „mieć coś we krwi”. Czy we krwi mamy też klisze i przesądy?

Chcemy pokazać, że one są właśnie czymś, na co mamy wpływ, jeżeli przyłożymy do tego najpierw pewną refleksję. W części trzeciej, „Krew i rasa”, zderzamy próby udowodnienia, że pewne cechy charakteru dziedziczymy poprzez krew – co leżało u podstaw teorii rasowej, wykorzystanej potem przez narodowych socjalistów – z tym, do jakich spustoszeń w historii XX w. one doprowadziły. Chciałabym, by widzowie zobaczyli, że takie klisze mają tragiczne konsekwencje, że rasizm był ślepą uliczką.

W jakim stopniu krew określa żydowską, ale też po prostu ludzką tożsamość?

Tożsamość to sprawa bardzo osobista, a jednocześnie podlegająca różnym procesom i przekształceniom. I kształtuje się przez całe nasze życie. Na wystawie cytujemy wiersz Juliana Tuwima „My, Żydzi polscy”. W tym wierszu pisał, że wszystkie teorie rasowe i próby połączenia Żydów nicią biologiczną i zespolenia ich w jedną społeczność były i są nonsensowne. W interpretacji Tuwima Żydów w nową wspólnotę połączyło doświadczenie Zagłady, a ściślej krew żydowskich ofiar obozów zagłady i gett. Choć dziś wiemy, że nie jest to jedyny element, który spaja współczesnych Żydów.

Źródło: Jankilevitsch Collection

Tematyka wystawy jest znacznie szersza…

Wystawa dotyka zagadnienia krwi jako konstruktu kulturowego, jako symbolu, mitu, jako świętości, a jednocześnie tabu, ale też jako płynu fizjologicznego. Naszym głównym mottem jest cytat biblijny z Księgi Kapłańskiej: „Bo życie ciała we krwi jest”. Krew jest istotą życia, siedliskiem duszy, czymś, co nas napędza i konstruuje. Ale była też bardzo istotnym elementem w rozwoju współczesnej medycyny. Na wystawie opowiadamy o roli krwi w żydowskiej medycynie ludowej, a także badaniach nad grupami krwi, które prowadzone były m.in. przez Ludwika i Hannę Hirszfeldów. Mówimy także o tym, jak nastroje kojarzone z krwią przeniknęły do języka jidysz, gdzie pojawiają się takie określenia, jak „dobra krew” czy „zła krew”.

Wystawę warto zobaczyć nie tylko ze względów edukacyjnych…

Pokazujemy na niej wiele unikalnych obiektów, od narzędzi do obrzezania, poprzez deskę do koszerowania. Będziemy mieć parochet (zasłona na miejsce, gdzie w synagodze przechowuje się Torę – przyp. red.) ozdobiony sceną z ofiarowania Izaaka, amulet, którego używano przeciwko złym duchom po obrzezaniu. Prezentujemy takie ciekawostki, jak strzykawki i igły wielorazowego użytku, będą aparaty do badania grup krwi. Część poświęconą rasizmowi ilustrują czasopisma, m.in. propagandowa tuba narodowych socjalistów „Der Stürmer“. Atrakcją wystawy będą też dzieła sztuki współczesnej, m.in. „Blood Cinema” Anisha Kapoora, obraz „Bez tytułu” Piotra Uklańskiego, film „Polak w szafie” Artura Żmijewskiego, praca Elizy Proszczuk oraz wideo Bogny Burskiej.

Czy wystawa może być dla niektórych kontrowersyjna?

Myślę, że będzie kontrowersyjna dla osób, które przyjdą na nią z pewnym nastawieniem. Niektórzy mogą się obawiać, że pobudzi nastroje antysemickie, ale narracja jest tak skonstruowana, że raczej powinna zadziałać odwrotnie. Ważne, aby pobudziła do nowego spojrzenia na kwestię krwi, wywołała dyskusję. Nie można odwracać wzroku od krwi, nie jest ona żadnym tabu, tylko częścią życia, którą trzeba zaakceptować i zrozumieć. To nie tylko część naszego ciała, ale i doświadczenia – w kulturze, społeczeństwie, religii.

Wystawa będzie czynna do 29 stycznia. Towarzyszyć jej będą wykłady, warsztaty, spektakle i pokazy filmów. Więcej na www.polin.pl/krew

dr Małgorzata Stolarska-Fronia historyczka sztuki, kuratorka wystawy, związana z Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie.