Beatrice Wood – Życie jest Dada

Moje życie jest pełne błędów. One są jak kamyki, które
usypują się w dobrą drogę – mówiła Beatrice Wood,
aktorka, rzeźbiarka, malarka, nazywana matką dadaizmu. Jej niezwykła biografia stała się kanwą kilku powieści i filmów.

Na wizytę u 102-letniej Beatrice Wood reżysera Jamesa Camerona nie trzeba było długo namawiać. Szukał właśnie inspiracji dla postaci Rose Calvert, bohaterki „Titanica”, kiedy aktorka Gloria Stuart powiedziała mu o artystce i teozofce, uznanej garncarce, legendzie nowojorskiej awangardy (rola, jaką odegrała w artystycznym środowisku, przyniosła jej przydomek Mama of Dada – matki dadaizmu), której twórcza pasja, energia i konsekwencja robiły wielkie wrażenie na współczesnych. „Od wczesnego dzieciństwa wiedziała, kim chce zostać. Nie chciała prowadzić życia, które wymarzyła sobie dla niej jej matka – wyjaśniała Gloria Stuart. – Podobnie jak Beatrice Rose jest kobietą, która przetrwała”.

reklama

POZA SYSTEMEM

Córka zamożnych Amerykanów do debiutu w towarzystwie była przygotowywana niemal od kołyski. Matka zadbała o edukację córki: rok w przyklasztornej szkole w Paryżu, potem modna placówka w Nowym Jorku, podróże, zwiedzanie muzeów i galerii. Wszystko po to, by znalazła odpowiedniego męża. Ale nieśmiała Beatrice, zamiast uwodzić młodzieńców, wolała czytać Dostojewskiego, Balzaka, Turgieniewa. Gdy miała 19 lat, oświadczyła, że chce zostać malarką. Zapisała się do paryskiej Akademii Julian, szybko jednak stwierdziła, że formalne wykształcenie jest nie dla niej i pod opieką damy do towarzystwa (warunek matki) przeprowadziła się do Giverny – miasteczka Moneta, które przyciągało tłumy początkujących artystów. Młoda buntowniczka uciekała spod kurateli opiekunki, o świcie wybiegała w plener. Niespodziewana wizyta matki położyła kres tej pasji.

Nie dała jednak za wygraną: postanowiła zostać aktorką. Matka zorganizowała prywatne lekcje tańca i dykcji, opłaciła stroje. Beatrice musiała błysnąć talentem, bo dostała się do legendarnej Comédie-Française. Wkrótce po wybuchu pierwszej wojny Beatrice wraca do Nowego Jorku i tu w 1916 roku debiutuje na scenie we francusko-języcznej trupie teatralnej. Pod pseudonimem „Mademoiselle Patricia” zagra 60 ról, a matka stwierdzi, że „skoro już musi grać, to lepiej niech gra po francusku”.

„Chciałam iść na scenę – wspominała Beatrice […]. – Dla mnie to był sposób na zarabianie pieniędzy, żeby móc uciec z domu. Byłam ciągle dobrą dziewczynką. Co może być bardziej odrażające?”. Proces wyzwalania się z wiktoriańskich norm został rozpoczęty. Już niebawem Beatrice stwierdzi, że „im bardziej istniejemy poza systemem, tym bardziej jesteśmy kreatywni”.

FRANCUZ W NOWYM JORKU

27 września 1916 roku 22-letnia Beatrice Wood poszła do szpitala, żeby odwiedzić znajomego kompozytora Edgarda Varèse’a. Już za chwilę miała poznać Marcela Duchampa. „Czyjś kaszel spowodował, że odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę siedzącego na skraju łóżka – kilkadziesiąt lat później potrafiła dokładnie odtworzyć tamto wydarzenie. – Do mojej lekko zszokowanej świadomości dotarła prawdziwie niezwykła twarz. Nie afiszował się wytrzymałością gwardzisty, która rządziła jego mięśniami, jednak jego powierzchowność była świetlista. Miał niebieskie, przenikliwe oczy i doskonale wyrzeźbione rysy. Uśmiechnął się. Ja się uśmiechnęłam. Varèse zniknął”. Podczas spotkania trochę się ośmieszyła, bo gdy rozmowa zeszła na sztukę nowoczesną, wtrąciła się, mówiąc, że „każdy mógłby rysować takie bazgroły”. Duchamp zapytał spokojnie, dlaczego sama nie spróbuje. Pierwszy rysunek, który mu przyniosła do oceny, zamieścił w awangardowym piśmie „Rouge” prowadzonym przez Allena Nortona. Duchamp przyjechał do Ameryki już jako sławny artysta, a prezentacja „Aktu schodzącego po schodach” na wystawie Armory Show w Nowym Jorku w 1913 roku wywołała wokół niego sporo szumu. Jego przyjaciel Henri-Pierre Roché mówił, że popularność Marcela jako Francuza w Nowym Jorku „była porównywalna jedynie z popularnością Napoleona i Sarah Bernhardt. Mógł znaleźć sobie jakąś bogatą dziedziczkę, jednak wolał grać w szachy i utrzymywać się z dochodów za ekskluzywne lekcje francuskiego po dwa dolary za godzinę. […] Zdobywał każde serce”.

Beatrice zakochała się w nim bez pamięci. Chodzili razem na kolacje do tanich restauracji w Greenwich Village, na modne bale charytatywne. Wprowadził ją w krąg nowojorskich artystów. Jej początkowe reakcje na sztukę nowoczesną – śmiech i zażenowanie – zastąpiły zrozumienie i entuzjazm. Wiedząc, jak matka Beatrice nienawidzi wszelkich przejawów artyzmu, Marcel zaproponował, żeby korzystała z jego pracowni. Musiała tylko dzwonić i uprzedzać o wizycie. Czasami odmawiał, co znaczyło, że jest u niego kobieta (jego sława kochanka dorównywała sławie artysty i szachisty), ale i tak spędzała u niego kilka popołudni w tygodniu. Ona rysowała, on udzielał lakonicznych rad. „Odczuwałam między nami niezwykłą harmonię. Mogliśmy przebywać razem kilka godzin, nic nie mówiąc, a cisza była potężna. Marcel zdawał się pozbawiony wszelkiego egotyzmu. Była w nim prawdziwa skromność i prostota”.

Poza edukacją w sprawach sztuki Marcel wprowadzał ją w teorię stosunków damsko-męskich (tylko w teorię, bo była jeszcze dziewicą). Szokował ją, mówiąc, że „seks i miłość to dwie różne rzeczy”. W przyszłości mężczyźni mieli jej pokazać, że Duchamp nie był odosobniony w swoich poglądach. „Jestem monogamiczną kobietą w poligamicznym świecie… – stwierdzi dwa lata przed śmiercią – niemoralną, ale cnotliwą”. O ówczesnym związku z Duchampem powie: „pomijając akt cielesny, byliśmy kochankami”.

TRÓJKĄT

Trudno stwierdzić, na ile powieść „Jules i Jim” Henri-Pierre’a Rochégo, na podstawie której François Truffaut nakręcił w 1962 roku sławny film z Jeanne Moreau, jest inspirowana trójkątem Duchamp – Wood – Roché, a na ile jego wieloletnią relacją z niemiecką parą Franzem i Helen Hesselami. Beatrice w wydanej w 1986 roku autobiografii „I Shock Myself” pisała: „Nie potrafię powiedzieć, jakie wspomnienia i epizody inspirowały Rochégo, ale bohaterowie zdają się żyć naszym życiem”.

37-letni Roché przyjechał do Nowego Jorku w czasie pierwszej wojny jako doradca rządowy Naczelnej Komisji Francuskiej w Waszyngtonie. Chciał być dyplomatą, parał się dziennikarstwem, dorabiał jako marszand. Był przystojny, inteligentny, znał cały artystyczny Paryż. Duchampa spotkał w Nowym Jorku – i ich przyjaźń przetrwała 40 lat. Beatrice weszła w nowy układ z zapałem – zakochała się w Rochém, wkrótce zostali kochankami. Nie zmieniło to jej uczuć do Marcela. Roché nie był zazdrosny, „on tylko się śmiał – pisała Beatrice – ponieważ sam też kochał Marcela”.

Razem z Duchampem i Rochém stworzyła pisemko „The Blind Man”, dyskutowali, pracowali i świetnie się bawili. W 1917 roku na Wystawie Niezależnych Duchamp pokazał słynną „Fontannę” (pisuar zakupiony w sklepie z armaturą łazienkową), a Beatrice akt kobiety z kostką mydła przyklejoną w okolicach łona. „Życie jest z pewnością Dada” – pisała po latach. Lekcja anarchistycznego nihilizmu, absurdu, wyzwalania się z konwenansów, łamania tabu, jaką odebrała w okresie ruchu dadaistycznego, w którym miała swój ważny udział, ukształtowała ją na resztę życia.

Związek z Rochém rozpadł się, gdy Beatrice odkryła, że sypiał także z jej przyjaciółkami. Zraniona, wypłakiwała się na ramieniu Marcela. Wkrótce potem doszło między nimi do zbliżenia: „To się stało w najbardziej naturalny sposób – wspominała Beatrice. – Był w tym tak delikatny jak we wszystkim, co robił. […] Z Rochém była to jedna z najpiękniejszych, najbardziej uczuciowych sytuacji, dla których żyje kobieta taka jak ja. Marcel był zbyt dużym realistą. Istniał między nami wspaniały związek pozbawiony konfliktów, ale też pozbawiony namiętności”.

40 lat później, po spotkaniu z Duchampem i jego żoną na lunchu w Nowym Jorku, pisała do dawnego kochanka: „Wyglądają na szczęśliwe małżeństwo. Jestem w nim tak samo zakochana jak zawsze”.