Erotyzm w czasach niepokoju – o wystawie „Seks w ZSRR”

Eksponaty zaprezentowane w warszawskim Muzeum Erotyki na wystawie „Seks w ZSRR”, towarzyszącej Festiwalowi Filmów Rosyjskich „Sputnik” ukazują, że słowa uwodzą nie mniej niż obrazy, bo znacznie intensywniej pobudzają wyobraźnię.
Punkt pierwszy. Od dn. 1 marca 1919 r. likwiduje się prawo stałej własności prywatnej w sprawie władania kobietami w wieku od 17 do 32 lat. Kobiety stają się mieniem ludowym. Punkt piąty. Poprzedni właściciele nadal mają prawo korzystać ze swojej żony poza kolejnością. Punkt jedenasty. Obywatele płci męskiej mają prawo korzystać z jednej (tej samej) kobiety nie częściej niż trzy razy w tygodniu w ciągu trzech godzin. Appendix. Każda pani, która skończyła 18 lat i nie wyszła za mąż, zobowiązana jest pod groźbą kary do zarejestrowania się w biurze wolnej miłości. Cytowany wybiórczo, składający się z dziewiętnastu paragrafów żartobliwy „Dekret o uspołecznieniu pań i panienek”, był rozpowszechniany w Moskwie latem 1919 roku. Eksponaty zaprezentowane na wystawie „Seks w ZSRR”, towarzyszącej Festiwalowi Filmów Rosyjskich Sputnik ukazują, że słowa uwodzą nie mniej niż obrazy, bo znacznie intensywniej pobudzają wyobraźnię.

reklama

Kurator wystawy zgromadził w Warszawie przedmioty, które miały świadczyć o erotycznych przemianach w seksualnej kulturze ZSRR. Wystawa jest jednak podróżą rozpoczynającą się w 1919 roku, swój kres znajdującą zaś na obszarze współczesnej kultury i sztuki. Zestawienie odmiennych ze względu na formę dzieł nasuwa przekonanie, że podczas selekcji na pierwszym planie postawiono różnorodność. Daje to jednak wrażenie pewnej przypadkowości w doborze eksponatów. Obok kopii dekretów komisarzy ludowych, znalazło się kilka abstrakcyjnych obrazów Igora Yelpatova – rosyjskiego malarza należącego do Związku Polskich Artystów Plastyków. Erotyzm w jego obrazach przejawia się głównie poprzez barwy – w palecie twórcy przeważają róże i czerwienie, kobiece ciała mają barwę sepii i zdają się zapadać w mrok rozrastający się w tle. Portrety całujących się par, ujętych w niemal filmowym zbliżeniu – zamiast rozbudzać erotyczne podniecenie – przypominają zaś słynny pocałunek Leonida Breżniewa i Ericha Honeckera.

Uścisk polityków, który można obecnie podziwiać na ścianie East Side Gallery w Berlinie, miał być symbolem „braterskiej socjalistycznej miłości” między ZSRR a NRD. Seks w ZSRR, postrzegany z perspektywy narzuconej przez twórców wystawy, sprawia wrażenie aktu bezwolnie podporządkowanego rozgrywkom politycznym. Erotyzm w każdym wymiarze jawi się jako narzędzie szerzenia społecznej propagandy. „Ucząc się techniki rysunku z natury osiągasz podstawy sztuki rewolucyjnej” – głosi podpis pod plakatem, na którym żołnierze w pełnym umundurowaniu szkicują portret nagiej kobiety. Ponętne pielęgniarki dają zastrzyki, mleczarki w mini spódniczkach ujeżdżają dorodne świniaki. Tak skonstruowane plakaty spełniały w rosyjskim społeczeństwie rolę podobną tej, jaką przypisywano kultowym, amerykańskim wizerunkom pin-up girls święcącym triumfy wśród amerykańskich żołnierzy podczas II wojny światowej. Miały one dawać nadzieję na lepsze jutro. Apelować do męskich serc, zagrzewać do walki o dobre imię ojczyzny.

Do rangi orędowniczki wolnej miłości na gruncie teorii wyrosła tylko Aleksandra Kołłątaj, której fotografia wisi obok wizerunków rozerotyzowanych kobiet. W 1919 roku rosyjska komunistka, bliska współpracowniczka Lenina, wydała broszurkę „Nowa moralność a klasa robotnicza”. Działaczka nawoływała w niej o akceptację duchowej wolności kobiet, która miała się przejawiać poprzez wolną miłość. Seks bez zobowiązań miał pozwolić kobiecie na ochronę własnej tożsamości w patriarchalnym świecie. Lenin podobno określił jej ideę jako „burżuazyjny pomysł”. Broszura Kołłątaj bardzo ciekawie koresponduje jednak z informacją zawartą we wspomnianym powyżej żarcie – „Dekrecie o uspołecznieniu pań i panienek”, w którym czytamy, że to „nierówność społeczna i legalne śluby, mające miejsce w przeszłości, były bronią w rękach burżuazji”. Jako że miała ona zakłócać prawidłowy rozwój społeczeństwa, światło dzienne ujrzało też „Dwanaście seks-przykazań dla rewolucyjnego proletariatu”, które zabraniają eksperymentów i wymagają, by seksualny dobór partnerów powstawał zgodnie z linią klasowego, proletariackiego rewolucjonizmu.

Znaczenie opisywanej wystawy niewątpliwie powstaje między obrazami a cytatami. Trudno się jednak pozbyć uczucia, że wszystkie powiązania rodzą nieco na przekór konstrukcji przestrzeni w galerii. Jest ona bowiem dosyć bezmyślnie zagospodarowana. Dla niemieckiego filozofa – Waltera Benjamina, ideałem była taka forma refleksji, w której „oderwany od swojego kontekstu zbiór cytatów tworzył nową całość.” W kontekście powyższej wystawy słowa teoretyka nabierają absurdalnego charakteru. Między eksponatami świadczącymi o ewolucji pojęcia erotyzmu w ZSRR, znaleźć można bowiem elementy stałych ekspozycji Muzeum Erotyki. W gablotach po przeciwnych stronach sali znajdują się szydełkowane ochraniacze na penisy z Nowej Gwinei oraz modernistyczne lampki o fallicznych kształtach. Trudno w takim przypadku usiłować lepić całość z fragmentów, których nie sposób porównać. W jednym z esejów na temat sztuki, Brian O’Doherty zauważa, że „osiągnęliśmy obecnie moment, kiedy widzimy najpierw nie sztukę, a przestrzeń.” Ściany w kolorze czerwonego wina nie wystarczą, by uczynić z muzeum miejsce, w którym historia erotyzmu warta jest uniesień.