MOCAK – Nowe oblicze sztuki

Kraków to miasto wciąż żyjące przeszłością, w którym czas płynie zdecydowanie wolniej. Na każdym kroku jego historia nie daje o sobie zapomnieć, a wystawy muzealne docierają co najwyżej do przedsionków XX wieku. Mało jest miejsca dla sztuki najnowszej, która pozostaje albo w granicach Bunkra Sztuki albo niedużych galerii. Wraz z 19. maja, czyli oficjalną datą otwarcia MOCAK-u, wszyscy odetchnęli z ulgą, że Kraków w końcu doczekał się rozległej przestrzeni na ekspozycję najnowszej działalności artystycznej.
MOCAK to Muzeum Sztuki Współczesnej, którego skrót został utworzony od angielskiej nazwy Museum of Contemporary Art Kraków, bowiem użycie polskiego skrótu (MSW) byłoby jednak dosyć niefortunne. Mieści się na terenie tzw. Fabryki Schindlera i w oparciu o tę wiedzę nie dziwi pomysł pierwszej wystawy: „Historia w sztuce”, podyktowanej niejako koniecznością. W takim miejscu nie sposób oderwać się od historycznego myślenia, zwłaszcza, że tuż obok (w dawnej części biurowej fabryki, filii obozu koncentracyjnego w Płaszowie) mieści się inne muzeum – poświęcone żydowskiej zagładzie.

reklama

Ta wystawa to odpowiedź nie tylko na kontekst miejsca, ale i ogólnej tendencji w rozumieniu sztuki w Krakowie. To forma dyskusji z ideą muzeum jako przestrzeni gromadzącej tylko znaki przeszłości, upamiętniającej minione wydarzenia. MOCAK próbuje przełamać tego typu podejście, akcentując atuty reinterpretacji, nieufności wobec tego, co zastane w dyskursie. Nie chodzi tu jednak o radykalne odrzucenie tradycji czy też jednotorowe, negatywne nastawienie wobec dotychczasowych tendencji mówienia i pokazywania historii. Wystawa gromadzi różne głosy 44 artystów na temat najbardziej dotkliwych wydarzeń politycznych, ponownie „przepracowuje” kwestię II wojny światowej, Holokaustu, różnych wypaczeń komunizmu. Nie brakuje w niej także ważnego punktu odniesienia do polskich „klasyków” historycznej reprezentacji, czyli Jana Matejki, Jacka Malczewskiego oraz Stanisława Wyspiańskiego. Zostali oni jednak potraktowani w szczególny sposób. Na wystawie pojawiły się mniej znane ich dzieła, które przez sąsiedztwo z innymi – polemicznie nastawionymi, same zyskały walor krytyczny.

Jednym z najmocniejszych akcentów tej wystawy, przy całej różnorodności stanowisk, jest instalacja niemieckiego artysty – Jochena Gerza „Exit. Project Dachau” z 1972 roku. Tworzy ją rząd jednolitych, szkolnych ławek, ustawionych na planie prostokąta. Na każdej z nich, oświetlonych pojedynczą żarówką, leży album fotografii zrobionych w muzeum dawnego obozu w Dachau. Na zdjęciach w sposób chłodny i zdystansowany zostały uchwycone tabliczki z różnymi zakazami i nakazami, prawidłową „instrukcją obsługi” muzeum. To projekt wyjaskrawiający mechanizmy nadzoru w pozornie bezpiecznej przestrzeni.

Inną ważną prezentacją, także wykorzystującą medium fotograficzne, jest cykl inscenizowanych zdjęć „Pozytywy” Zbigniewa Libery. Artysta „odczarowuje” najbardziej negatywne i traumatyczne wydarzenia w historii świata, pokazując je jako chwile grupowej euforii. Bazując na słynnych zdjęciach prasowych, utrwalonych w zbiorowej pamięci, powtarza schemat kompozycji oryginałów, ale całkowicie zmienia ich sens. Jak sam komentuje: „Mamy zawsze do czynienia z zapamiętanymi widokami rzeczy, nie z rzeczami samymi w sobie. Chciałem użyć tego mechanizmu widzenia i pamiętania, dotknąć fenomenu powidoków pamięci. Te fotografie w istocie tak właśnie odbieramy – poprzez niewinne sceny przebijają flashbacki tych oryginalnych, okrutnych zdjęć. Owe „negatywy” wybrałem z własnej pamięci, ze zdjęć zapamiętanych z dzieciństwa.” Jest wśród nich widok więźniów obozowych, morderstwo Che Guevary czy też porażenie napalmem podczas wojny wietnamskiej.