Poeta ze szkicownikiem

Czasami słowa nie wystarczą, żeby oddać delikatną materię opisywanego świata. Poeci chwytają za ołówki i szkicowniki. Oto krótki i niewyczerpany przegląd malujących literatów.
Współczesnym wzorem mógłby być Antoine de Saint Exupéry. Kochający syn (polecam jego korespondencję z matką), odpowiedzialny mężczyzna, bohaterski pilot, rozbitek w piaskach pustyni i śniegach. Niezapomniany głównie jako autor „Małego Księcia”, lektury na której wychowuje się już kolejne pokolenie. W rysunkach z książki zespolił swoje abstrakcyjne myślenie z bogactwem dziecięcej wyobraźni. Sprawił, że to, co można byłoby postrzegać jako wybryk dziecięcej naiwności stało się świadectwem potęgi wyobraźni. Stał się patronem dziecięcych wewnętrznych światów. A przy tym dał dużo do myślenia dorosłym.

reklama

Cyprian Kamil Norwid. Poeta, eseista i dramatopisarz. Wieszcz. Tytan polskiej literatury. Ale także malarz i rzeźbiarz. Kolejny w plejadzie artystów o nadwyżkach talentów. Jako młodzieniec przerwał naukę nie skończywszy piątej klasy gimnazjum, aby wstąpić do prywatnej szkoły malarskiej. Przez dwa lata uczył się rysunku. W rysunkach zdradzał swoją fascynację cywilizacją Grecji i Rzymu. Jego prace rysunkowe to raczej szkice, „notatki”. Ale i one pozwalają nadać szczególny kontekst twórczości i życiu Norwida. Jako poeta postrzegany jest raczej jako postać smutna, niemal tragiczna. Jako autor rysunków jawi się także jako człowiek z pasją podróżujący do źródeł cywilizacji europejskiej.

Bruno Schulz. Prozaik, grafik, rysownik, malarz. Pisarz, którego teksty są zawsze bardzo plastycznie przedstawionym królestwem wyobraźni. W sztukach plastycznych samouk, bardzo podziwiany przez Witkacego „demonolog”. Autorskie rysunki mogą wspomagać czytelników w poszukiwaniu znaczeń dzieł Schulza. Jaka naprawdę była ulica Krokodyli? Czym była Ptasia Atlantyda? Schulz był też autorem setek portretów i dziesiątek autoportretów. Zanim zginął na ulicy Drohobycza z rąk nazistów, był z konieczności „nadwornym” malarzem znanego ze swego okrucieństwa gestapowca, Feliksa Landaua. To w jego willi zdobił baśniowymi scenami pokoje dziecięce. Dzisiaj archiwum prac Bruno Schulza jest kopalnią wiedzy o wielkim pisarzu, postaci barwnej, tajemniczej i tragicznej.

Józef Czapski – autor „Na nieludzkiej ziemi” był jedną z prawdziwych legend podparyskiego Maisons Laffitte, mocno bijącego serca polski na obczyźnie, siedziby paryskiej Kultury. Współpracownik Giedroycia. Przed wojną kształcił się najpierw jako prawnik, wkrótce zapisał się do Akademii Sztuk Pięknych. Malarstwa nauczył go Paryż i lata spędzone w kręgu kapistów w latach 20-tych i 30-tych XX wieku. Uczył się myślenia światłem i kolorem w cieniu mistrzów – Jana Cybisa, Józefa Pankiewicza. Wypracował własny, wyrazisty styl. Takiej palety jak Czapski nie miał nikt inny. Choć w Polsce niewiele osób widziało jego obrazy, bo większość z nich została zagranicą, mówi się o nim chyba raczej malarz i pisarz niż pisarz i malarz.

Zamiast z aparatem fotograficznym, Zbigniew Herbert podróżował ze szkicownikiem. Ołówek, stylus czy flamaster był dla niego narzędziem pracy. To w szkicowniku, nie w notatniku prapoczątek miały wiersze. Tu poszukiwać można źródeł poezji Herberta. W rysunkach zaszyfrowane są wspomnienia z miejsc, które zachwyciły poetę, detale obrazów, które zwróciły jego uwagę. To w rysunkach także odnosi się do wspaniałego dziedzictwa malarskiego- cytując niekiedy mistrzów. W muzeach szkicował, a potem w esejach i wierszach rozszyfrowywał tajemnice geniuszu z oglądanych obrazów. Pozostawił ponad 1000 rysunków. Znakomitych rysunków. Można dzięki nim poczuć z jaką pasją patrzył na świat. I jak szczególne miejsce zajmowała w jego życiu sztuka.

Plejada malujących pisarzy świadczy o tym, że wrażliwość nie przyjmuje podziałów na dziedziny twórczości artystycznej. Bo talent nie znosi ograniczeń!