Trzy Dni z Miesiąca Fotografii w Krakowie

Miesiąc Fotografii w Krakowie



Jubileuszowa X edycja Miesiąca Fotografii w Krakowie dobiega końca. Ostatnia szansa na posmakowanie pełni tej fotograficznej przygody przypada na najbliższy weekend.Szczęśliwcom, którzy będą mogli go spędzić przy akompaniamencie Hejnału Mariackiego, podpowiadamy, czego absolutnie nie można przegapić.

Na krótki czas pomiędzy 17 maja a 17 czerwca na Kraków można spojrzeć w nowy sposób, a raczej: na wiele nowych sposobów. To chyba najbardziej niespodziewany efekt uczestnictwa w wydarzeniach Miesiąca Fotografii: po wyjściu z każdej kolejnej wystawy zyskuje się jak gdyby nowy filtr patrzenia na i bez tego dość barwne, zmienne miasto. W przypadku tak intensywnego maratonu, jaki sobie na własne życzenie zafundowałam (30 wystaw w 3 dni), zjawisko może przyprawić o zawrót głowy. Choć z Krakowa wyjechałam już dobre2 tygodnie temu, niektóre z filtrów zostały ze mną do dzisiaj.

Jerzy Lewczyński, Pamięć obrazu, wystawa w Muzeum Narodowym czynna codziennie oprócz poniedziałków do 1 lipca 2012.

Nasz wirtualny spacer po spojrzeniach zaczniemy dziwacznie, paradoksalnie, bo od wystawy artysty, który bodaj najdalej ze wszystkich prezentowanych w Krakowie odchodzi od fotografii rozumianej jako wizualnej, zorientowanej na walory estetyczne sztuki. Dla Lewczyńskiego fotografia jest raczej narzędziem niż celem, a jego prace chyba trafniej opisywać jako „zdjęcia” – są bowiem albo wycinkami, albo kolażami wycinków „zdejmowanej” (czy to przez niego samego, czy przez kogoś innego) rzeczywistości. To także artysta najbardziej komunikatywny – z każdej pracy bardzo łatwo wyczytać impuls, który ją wywołał lub myśl, która za nią stoi. Lewczyński stara się uchwycić te elementy rzeczywistości, które go z różnorodnych powodów zaskoczyły, wprawiły w zakłopotanie, a bardzo często po prostu rozśmieszyły. A potem próbuje podzielić się tym z nami, wywołać u nas podobne wrażenie.

UWAGA: Przebywanie w Muzeum Narodowym wymaga szczególnej powagi. Podczas zwiedzania tej wystawy nie da się, niestety, uniknąć wybuchów śmiechu, trzeba więc przygotować się na konfrontację z Mroźnym Okiem Pracowników.

Krzysztof Pacholak, Zdjęcia, których nie zrobił mój tata oraz Zdjęcia, których brakuje, kurator: Agnieszka Pajączkowska, elementy Sekcji Eksperymentalnej: Fotografia w życiu codziennym w Bunkrze Sztuki.

Bunkier Sztuki jest sercem Miesiąca Fotografii – tam znajduje się centrum zarządzania festiwalem i jednocześnie najbardziej interaktywna część całego przedsięwzięcia. Pod naczelnym hasłem Fotografia w życiu codziennym zebrano tu kilkanaście pomysłów na to, jak UŻYĆ fotografii w swoich prywatnych celach, odbiegających możliwie najdalej od myślenia o niej jako o sztuce przeznaczonej do kontemplacji. Na poszczególnych stanowiskach można przetworzyć fotografię w rozmaitych kierunkach wskazanym przez „kuratora”. Nie ma tu miejsca na opis wszystkich pomysłów, opowiem zaledwie o 2, które zostawiły mi w głowie najwyraźniejsze wspomnienie.

Krzysztof Pacholak stworzył niewielkich rozmiarów wystawę swoich wspomnień. Zdjęcia, których nie zrobił mój tata to próba załatania dziur w rodzinnym albumie. Każde niesfotografowane wspomnienie jest tu reprezentowane przez 2 białe kwadraty: jeden wypełniony tekstem, drugi – znalezionym w internecie zdjęciem miejsca, w którym wspominane wydarzenie mogło się rozegrać. Nie umiem rzetelnie ocenić siły samego konceptu, bo teksty, które skolekcjonował Pacholak w tej wystawie, pochłonęły całą moją uwagę – są najdoskonalszymi chyba miniaturami literackimi, jakie zdarzyło mi się ostatnio czytać. Sprawdziłam nawet, czy nie wydał jakiegoś tomiku. Niestety.

Zdjęcia, których brakuje, to oparta na podobnym pomyśle instalacja otwarta na wspomnienia odwiedzających Bunkier Sztuki. W puste ramki pokrywające całą ścianę uczestnicy warsztatu mogli wrysowywać/wpisywać swoje brakujące zdjęcia. Efekt w niektórych przypadkach równie mocny co przy czytaniu Pacholaka – próba przywrócenia bardzo osobistych, intymnych wspomnień, związanych głównie z rodziną. Stąd już jeden krok dzieli nas od wystawy

Sally Mann, Rodzina i ziemia, wystawa w Muzeum Etnograficznym poza poniedziałkami czynna codziennie do 29 lipca 2012.

Sally Mann jest jedną z gwiazd tegorocznego Miesiąca Fotografii, jej prace – szczególnie z początku lat 90. – uznawane są powszechnie za kanoniczne. Oprócz tych świetnie znanych, kontrowersyjnych portretów dziecięcych, wystawa obejmuje też nieco późniejsze fotografie mglistych, demonicznych i niepokojących – przez nagłą nieobecność człowieka – krajobrazów. Trzecia część wystawy to niewielki pokój wypełniony wyłącznie dusznymi, przekraczającymi granicę intymności, maksymalnymi zbliżeniami twarzy tych samych dzieci, które jeszcze na początku mogliśmy oglądać jako pełne, nad wiek dojrzałe, zdystansowane i charakterystyczne postaci. Siła zestawienia tych trzech elementów jest potężna – nie da się uciec od wrażenia, że świat widziany oczami Sally Mann przegląda się w sobie, a wszystkie jego elementy są naznaczone tą samą, domagającą się uwagi obecnością.

Michał Lichtański, Hotel, Galeria RADAR, do 17 czerwca.

Podobny rodzaj obecności zdradzają na pierwszy rzut oka opustoszałe przestrzenie tajemniczego hotelu fotografowanego przez Michała Lichtańskiego. Wysmakowane, wystudiowane, „czyste” i statyczne kadry dokumentują martwe korytarze i pokoje – ale budowane przecież z myślą o ludziach, którzy mieli je zamieszkiwać. Zdjęcia, na których z pozoru nic się nie dzieje, działają na wyobraźnię i każą zadawać niewygodne pytania: co się stało z tymi, po których puste miejsca fotografuje Lichtański?

Laura Makabresku, Księżyc jest tylko dla dorosłych, Kamienica Bogoria, do 17 czerwca.

O ile zdjęcia Lichtańskiego odwołują do tego, czego na zdjęciu nie ma, w ten sposób unaoczniając przemijanie, Laura Makabresku pokazuje na swoich przepięknych, ciepłych kolorystycznie fotografiach elementy, które w naturalnym otoczeniu raczej trudno byłoby spotkać obok siebie. Śladem barokowych malarzy zestawia w jednym kadrze przesycone witalnością i erotyzmem postaci pięknych młodych kobiet z motywami i symbolami jednoznacznie kojarzonymi ze śmiercią i rozpadem. Nasycone znaczeniami, dopracowane estetycznie obrazy mogłyby posłużyć za ilustracje do złych snów – z gatunku koszmarów, które oswajają nas z gorzką prawdą o naszej naturze.

Viviane Sassen, Parasomnia, Galeria Pauza – wystawa już nieczynna.

Dla zrównoważenia tych wszelkich konceptualizmów – słowo o Viviane Sassen. Chociaż o niej właśnie najtrudniej napisać, bo to, co najcenniejsze w jej pracach, jest natury czysto wizualnej. Zachwyt kolorem (często pozwala jednej jaskrawej barwie wejść w kadr wypełniony pastelami lub odcieniami brązu), zdziwienie kontrastem spalonego słońcem tła i czarnego koloru skóry mieszkańców Kenii, nieoczywiste, inspirowane fotografią modową ujęcia pojedynczych portretowanych postaci – to cechy charakterystyczne zaledwie kilku, ale bardzo mocnych prac Sassen pokazywanych do niedawna w Krakowie. Choć nie ma już możliwości obejrzenia jej prac w galerii, zawsze pozostają jeszcze do dyspozycji galerie wirtualne – do zwiedzenia których zachęcam także tych, którzy wyrwać się do Krakowa w najbliższym czasie nie mają szansy. A szkoda. Następna okazja do fotograficznych spacerów dopiero za rok.