Maja Kleczewska: wyzwala nas do buntu

materiały prasowe

Jest jak burza, jej spektakle rzucają w nas gromy. Są kłębowiskiem emocji. Maja Kleczewska ciągle szuka nowych rozwiązań by pokazać prawdę.
„Finałowa trąba powietrzna, jaką Maja Kleczewska wywołała na scenie, jest tak gwałtowna, że zrywa z aktorów kostiumy i ludzkie maski” – napisał o „Burzy” Williama Szekspira w „Rzeczpospolitej” Jacek Cieślak. To prawda artystka sięga do wnętrz i rozbiera naszą psychikę na czynniki pierwsze. Pomaga jej w tym wykształcenie – ukończyła psychologię na Uniwersytecie Warszawskim i reżyserię dramatu w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie.

Chociaż często wybiera klasyków – „Czajka” Antoniego Czechowa (Teatr im. Norwida w Jeleniej Górze), „Makbet” Williama Szekspira, (Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu), „Sen nocy letniej” Williama Szekspira (Stary Teatr w Krakowie), „Fedra” Jeana Baptiste’a Racine’a, (Teatr Narodowy w Warszawie) – przerabia ich na swój sposób, niedopuszczalny dla konserwatywnej części publiczności i przenosi stare dramaty do współczesności.

Właśnie za: „bezkompromisowe, ale i mądre, wpisywanie w klasyczne fabuły zagubienia współczesnego człowieka oraz za malarską wyobraźnię, pozwalającą budować na scenie fascynujące światy” otrzymała w 2006 roku Paszport tygodnika „Polityka”.

Kleczewska lubi eksperymentować. W granej w Teatrze Polskim w Bydgoszczy „Burzy”, wspólnie z dramaturgiem Łukaszem Chotkowskim, zastosowała wobec zespołu metodę ustawień rodzinnych Berta Hellingera. Polega ona na tym, że obce osoby odgrywają członków rodziny, by pomóc w odnalezieniu przyczyn problemów osoby poddawanej terapii. Twórcy chcieli, by aktorzy poczuli się jak krewni z problemami. Również publiczności wyznaczyli nietypowe zadanie – poprosili ją o opowiedzenie swoich snów, które wykorzystali do tworzenia improwizacji.

Reżyserka wybiera trudnych autorów, m.in. Sarah Kane i Elfriede Jelinek. Nudzi ją to co letnie, od aktorów wymaga, by przełamywali wstyd. – Teatr nie jest miejscem bezpiecznym, ani dla widza, ani dla jego twórcy – twierdzi i sprawia, że wiercimy się w fotelach. Jej pierwsza samodzielna sztuka – „Jordan” Anny Reynolds i Moiry Buffini – jest spowiedzią młodej kobiety uwięzionej za zabójstwo dziecka. Spektakl wystawiony w 2000 r. w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, spotkał się z uznaniem recenzentów. Obecnie nie zawsze zbiera pochwały, ale konsekwentnie szokuje.

materiały prasowe

Potrafi wywołać w nas wstręt, ale jej spektakle są jednocześnie niezwykle plastyczne. W głowie pozostają: taplający się w wodzie półnadzy aktorzy z „Babel”, Elfriede Jelinek, odświętnie zastawiony stół Essenbecków w „Zmierzchu bogów” Viscontiego oraz chórzyści w białych majtkach i podkoszulkach w „Marat/Sade” Petera Weissa.

Ulubioną aktorką Kleczewskiej jest Danuta Stenka, która zagrała ostatnio w „Orestei” Ajschylosa, wystawianej od kwietnia tego roku w Teatrze Narodowym w Warszawie. Małgorzata Sadowska napisała w „Newsweeku”, że jej „Klitajmestra „rzuca na kolana”. Jest w niej z jednej strony kobietą sukcesu, a z drugiej strony usługuje swojemu mężowi politykowi na paluszkach.”

„Kleczewska jest niezwykle sprawną programistką maszyny uruchamiającej emocje” – napisała w „Dwutygodniku” Dorota Kowalkowska. To bardzo cenna umiejętność w czasach, kiedy już mało co może nas zaskoczyć. Może sprawi, że podniesiemy opadające ręce i zaczniemy się buntować?

[iframe src=”http://www.youtube.com/embed/nYABKccENJw” frameborder=”0″ allowfullscreen” width=”100%”
height=”315″]