Maria Seweryn – Niemożliwe jest możliwe

Debiutowała w filmie „Dyrygent”, gdy miała cztery lata – u boku Krystyny Jandy i Andrzeja Seweryna, swoich rodziców. 14 lat później w „Kolejności uczuć” uwodziła Daniela Olbrychskiego, swojego wujka. Wciąż uważacie, że dzieciom ze sławnych rodzin jest łatwiej? O pierwszych ważnych ideałach, niegrzecznym myśleniu i bezkompromisowych wyborach opowiada Maria Seweryn.
– Od samego początku brałaś udział w kontrowersyjnych projektach. Niektóre – jak spektakl „Shopping and Fucking” – były wyraźną deklaracją niezależności. Z drugiej strony nigdy nie unikałaś rozmowy o słynnych rodzicach, sporo z nimi grałaś, począwszy od roli w filmie „Dyrygent” w 1979 r., co w sumie dokonało się bez twojej zgody, miałaś wtedy cztery lata…

reklama

– Bez mojej zgody? Bez mojej wiedzy, można powiedzieć…

– Potem już świadomie godziłaś się na rodzinną współpracę. Tak jakbyś chciała udowodnić, że porównania są nieuniknione, ale ty się ich nie boisz.

– No przecież nawet jeśli zmieniłabym nazwisko z jakichś powodów i zaczęłabym pracować, wyszłoby to na jaw. Polska to małe środowisko i rynek artystyczny, bez sensu byłoby to ukrywać. To znaczyłoby, że się tego wstydzę albo chcę to wykorzystać.

– Niektórzy mówią, że taka sytuacja nie ma żadnego wpływu na życie, na postrzeganie przez środowisko. Inni wręcz przeciwnie – twierdzą, że posiadanie sławnych rodziców przeszkadza. To jak to jest?

– Z jednej strony jest łatwiej, bo kiedy dzieci znanych osób wychodzą np. ze szkoły teatralnej, nie są anonimowe, nie giną w gronie 200 osób. Nie wiem, czy oczekiwania są wyższe, ale na pewno nastawienie jest inne. Często nie wzbudzamy sympatii, raczej niechęć. Wszystkim się wydaje, że mamy łatwiej. Ale angażowanie kogoś tylko dlatego, że jest czyjąś córką to jakaś bzdura, oczywiście jeśli mamy na myśli poważną pracę – to i tak w końcu trzeba udowodnić, że ma się talent, warsztat, odpowiednie podejście. Jeśli ktoś ma nazwisko, a nie sprawdzi się w tym zawodzie, to nie ma na co liczyć. Myślę, że prawdziwą zaletą posiadania takich rodziców jest możliwość wychowywania się przy świetnych ludziach, możliwość spotkania ludzi czasem wybitnych, obcowania z autorytetami, ciekawymi osobowościami, a to nas kształtuje.

– Presja jest duża?

– Jest spora. Jeśli ktoś ma kłopoty z poczuciem własnej wartości, ulegnie wiecznym porównaniom, może sobie z tym po prostu nie poradzić.

– W 1993 r. wystąpiłaś w filmie „Kolejność uczuć”. Jak od tego czasu zmieniało się twoje podejście do zawodu?