Ślepy tor: „Firma” Pawła Demirskiego

A nad sceną zamiast liści będą wisieć aferzyści. I wiszą w finale. Z poetyki takich haseł jest najnowsze dzieło duetu Strzępka & Demirski.
Skupione na przekrętach związanych z przek-ształceniem Polskich Kolei Państwowych w sto ileś spółek, ale powracające też do starych spraw, w tym do FOZZ-u, matki wszystkich afer. Piętnowanie przekręciarzy jest wściekle namiętne, ale rozproszone i samobójczo nieskuteczne; na własne życzenie teatr redukuje wypowiedź do poziomu tramwajowego biadolenia „rozkradli, panie, rozkradli tę Polskę”. Brakuje czegoś, co było siłą ostatnich widowisk dwójki buntowników, z „Jakubem S.” na czele: skupionej mocy rażenia, zapierającej dech goryczy. Wróciły – oby na chwilę – stare wady: chaotyczny montaż, siadający rytm. Monika Strzępka lubi w swych awanturach wykorzystywać (drwiąco) popularne gatunki rozrywkowe. Tu miała być parodia taniego horroru, ale pomysłu nie wystarczyło na wieczór. Siły scenicznej nie sposób odmówić jednak rolom Antoniny Choroszy, Aleksandra Machalicy, Sławy Kwaśniewskiej. Także wybijającej się z opowieści, drastycznej scenie szmacenia mydłkowatego posła przez szmondaków aferzystów, na którą okrągłymi ze zdumienia oczami patrzy poznańska publika, cała pod krawatem, od biznesmenów po szkolnych młodzieńców. Marmurowy nowobogacki pałac, na jaki dwie dekady temu przebudowano Teatr Nowy, aż blednie ze zgrozy.

„Firma” Pawła Demirskiego, reż. Monika Strzępka, Teatr Nowy w Poznaniu

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »